Wczoraj był pierwszy dzień wiosny,
chimeryczna niedziela. Od rana
sypały się obficie białe opłatki
śniegu i cofały do korzeni
jeszcze nie wyostrzone sztyleciki traw.
Dzisiaj w chmurach zalęgły się dziury,
więcej dziur.
Pozostaję autsajderką, nawet wtedy kiedy
schodzę ze swojej wieżyczki i słyszę
całe to bulgotanie, trzaski, zgrzytanie i chrzęst
deptanego świata. Przysuwam wizjer aparatu pod oko
i kadruję obraz. W ramce widać dokładnie
całą znikomość mojej planetki, złamany horyzont
i niebo po brzegi wypełnione czernią.
Odcisk skrzydła. Każde dotknięcie pióra
powoduje rysę, ulotny ślad istnienia. Jestem
tylko przypadkową, przycupniętą w cieniu
statystką z tanim aparacikiem w dłoni,
jednak chcę, żeby ktoś jeszcze
zobaczył ten wzór.
To chyba skrzydło żurawia.
OdpowiedzUsuń