poniedziałek, 13 kwietnia 2026

DZIEWCZYNA O PERŁOWYCH WŁOSACH

Jadę samochodem, Słońce wschodzi, Węgrzy śpiewają. Taki śpiew z tysięcy gardeł, kiedy ulica staje się areną, rzeczywiście porywa. 
 
Relacja się kończy, a jak mam z tyłu głowy, że ci, którzy wygrali z Orbanem to nadal prawica. 
 
A zaraz potem radio nadaje piosenkę Matyldy i Łukasiewicza "Moja córeczko". To piosenka o tym, co robimy naszym córkom, wnuczkom, uczennicom, przyjaciółkom, koleżankom, sąsiadkom, kelnerkom, sprzedawczyniom, siostrom ze zborów, kościołów, pielgrzymek oraz wszelkim dziewczynkom, dziewczynom i kobietom, które spotykamy na naszej drodze. A jeżeli nie my osobiście maczamy palce w tym procederze, to robią to koleżanki i koledzy, nauczyciele, katecheci, kościoły, sąsiedzi, znajomi, panie w sklepie, influencerki, książki, filmy, gazetki itd. itp. itd. 
 
Piosenka jest długa, ale niezbyt chodliwa. Warto wysłuchać do końca.
 

 

niedziela, 5 kwietnia 2026

SZCZOTKA, PUMEKS, MISKA, CIEPŁA WODA.

 

Gerlach proponuje, żeby biskupi obmywali stopy kobietom, a może też dzieciom, dziewczynkom i chłopcom, i - o zgrozo - uzasadnia ten pomysł.
Jestem gotowa zainwestować w nowy sprzęt do higieny stóp. A ablucji może dokonać niekoniecznie biskup, wystarczyłby mi ten ksiądz z Sadownego, który lubił sprawdzać, jak dziewczynkom rosną cycki i którego moja siostra Lidzia (Lidia Pielat) tak pieprznęła w pysk, że wpadł w chorągwie, obrazy, poduszki i te wszystkie procesyjne sprzęty zwyczajowo zgromadzone na zakrystii. Czego jak czego, ale takiej reakcji ze strony grzecznej, uśmiechniętej dziewczynki, to on się nie spodziewał.
A wszystkim zgorszonym czcicielom facetów wystrojonych w złote sukienki przypominam, że nie mają oni nic wspólnego z testamentalnym Jezusem.
Edit:
Karol Fjałkowski:
Jak najbardziej mają wiele wspólnego z Jezusem z Nowego Testamentu. Jezus dokładnie takich jak oni z jego czasów demaskował, wyklinał i przestrzegał przed nimi ludzi.
 

Jesteśmy teraz w okresie Triduum Paschalnego, najważniejszego okresu w kalendarzu liturgicznym katolików. We wszystkich katedrach oraz świątyniach obchodzone są tradycyjne obrzędy związane z Ostatnią Wieczerzą, pojmaniem Jezusa, a w końcu z jego skazaniem i ukrzyżowaniem. To jest taki wyjątkowy czas na nawrócenie, żal za grzechy czy wręcz nawrócenie. Ale dotyczy to jak widzę tylko wiernych. Ich pasterze na taki gest nigdy się nie zdobędą. Nawet ci, którzy od Środy Popielcowej, uczestniczą w procesie karnym ordynariusza tarnowskiego, bp Andrzeja Jeża (rocznik 1963), w tych dniach ponownie wskoczyli w swoje ukochane złote szaty, chwycili za złote pastorały, przy ołtarzu wznoszą złote kielichy i pateny i mają się dobrze. Jak zawsze.
I nawet im na myśl nie przyjdzie, że być może ten Ukrzyżowany i Udręczony na Golgocie Chrystus, także za ich grzechy, to głównie od nich domaga się nawrócenia i żalu za ich liczne upadki moralne.
Obrzędy Wielkiego Tygodnia są niezwykle wymowne i symboliczne. To właśnie w Wielki Czwartek biskupi obmywają nogi starszym kapłanom czy mężczyznom blisko związanym z instytucjonalnym Kościołem.
A dlaczego w tym dniu nie umyto nóg udręczonym i poniżanym przez wieki kobietom? To właśnie kobietom instytucjonalny Kościół winien oddać, chociaż w tak symboliczny sposób, swój szacunek. Bo to je poniżał, traktował jak katolika drugiej kategorii i do dzisiaj kobiety, choć są zdecydowanie lepiej wykształcone od swoich duszpasterzy, nadal są pozbawione praw, jakie przynależą w Kościele mężczyznom. Nawet mniszki czy siostry zakonne nie mają szans na równouprawnienie w szeregach Kościoła. I kto o tym kiedyś zdecydował i decyduje do dzisiaj? Wyłącznie mężczyźni, ci w sutannach czy habitach zakonnych.
A może w tym roku bp Andrzej Jeż powinien umyć nogi w swojej katedrze dzieciom, dziewczynkom i chłopcom, których w tak potworny sposób skrzywdzili liczni księża diecezji tarnowskiej. Dewianci seksualni, którzy przez pokolenia byli chronieni przez tarnowską kurię biskupią.
Z obrzydzeniem obserwowałem procesję księży diecezji tarnowskiej, którzy wczoraj tak uroczyście wkraczali do tarnowskiej katedry. Za nimi kroczyli wszyscy biskupi i dostojnicy diecezjalni. Tak, w tej procesji tarnowskiego kleru poznałem też twarze kilku z nich. Należało tylko splunąć im pod nogi. Jak wam nie wstyd, obłudnicy.
W Wielki Piątek uroczyście adorujecie też Krzyż z Ukrzyżowanym Jezusem. To tylko takie teatralne gesty. Puste gesty, bo wielu z was w nic nie wierzy. I pewnie nigdy nie wierzyło. Gdyby tak nie było, żylibyście inaczej. No, przepraszam. Wierzycie. W mamonę, władzę i wygodne życie.
Chrystus w tych dniach nie pozwoliłby się ubrać w te wasze złote uroczyste szaty, nie piłby z tych waszych złotych kielichów, nie zasiadałby na waszych tronach w żadnej katedrze. On jak mył nogi w Wieczerniku swoim uczniom, to robił to w poczuciu miłości. Dlatego w tych dniach stałby przy tych, których wy codziennie i to od wieków krzywdzicie. Tych najuboższych, tych skrzywdzonych i tych opuszczonych.
Ale ten teatr dla prostego ludu się wkrótce skończy. Spotkamy się ponownie w sądzie Andrzeju, a tam znowu będziesz siedział nie na tronie, ale na ławie oskarżonych...
 

sobota, 7 lutego 2026

ANIOŁ

 

Siedzę na ławeczce i czubkiem buta udeptuję śnieg. Bawię się śniegiem, bo jest zima, mróz zelżał, wiatr ustał, skorupka lodu przyjemnie chrzęści, a miejsce, w którym jestem, nie jest już tak zimne, smutne i pozbawione życia, jak podczas niedawnych, apokaliptycznych mrozów. Próbuję stworzyć wzór liścia paproci, ale  tak wychodzi mi anioł. Skrzydła ma jak skrzydła, a szpony jak szpony. Nie licząc korony – wszystko w nim jest takie jak trzeba. Anioł w śniegu jak się patrzy, domena dzieci, zawianych pechowców i pozbawionych równowagi nieszczęśników.

Siedzę na ławeczce w głębi lasu, otoczona nieskazitelnym śniegiem i oceniam swojego orła. To nie jest moje miejsce. Ktoś, kto je zagospodarował i urządził,  bywał tutaj w trudnych chwilach najsilniejszej potrzeby, największego pragnienia. W chwilach bolesnego niepokoju, który go ogarniał, gdy tylko pomyślał o swoim położeniu, o lodowatej ścieżce, którą sam wydeptywał przez lata w niespodziewanie spolegliwej ziemi, o śniegowej kuli, która pewnej zimy przykuła mu się do nogi i już nigdy nie odpuściła. Był zaskoczony, kiedy zrozumiał, że jego buty już nie potrafią wydeptywać innych dróg, opierają się tworzeniu nowych wzorów, że zawsze już tak będzie krążyć w obrzydłym, zimnym, pozbawionym życia krajobrazie, coraz bardziej niewidzialny, witany co najwyżej machnięciem ręki i wzruszeniem ramion przez przypadkowych, nie dość czujnych przechodniów. W punkcie wyjścia był przecież nieśmiertelny, nie wiedział niczego ani  o szaleństwie, ani o samotności, ani o śmiertelnym zmęczeniu, gdy roześmiany i radosny wyruszał w drogę.

To nie jest moje miejsce. Czasami biorę je w posiadanie, bo mogę. Zwolniło się, bo coś w czyimś życiu ostatecznie dobiegło końca. To nie jest miejsce, w którym da się zostać, ale można wreszcie odetchnąć po wyczerpującym marszu przez las. Opieram się plecami o pień, strącając w śnieg kępkę porostu. Wkładam ją aniołowi pod skrzydło. A potem zamykają mi się oczy. Tak lekko, bez wysiłku. I nie ma nic.


 

wtorek, 11 listopada 2025

NO TO ŚWIĘTUJEMY!

 Przespacerowałam się dzisiaj rano obok ruin po domach Głupiej Stasi i Ciotki Cichej. Podejrzewam, że niewiele osób już pamięta, co je spotkało, kiedy chłopcy wojowali.


 
Podnosiła się z bruku
z klepiska
z asfaltu
nie zdążyła jeszcze wytrzeć z ud
krwi i spermy
a już nadchodziła nowa armia
z jeszcze nowszym bogiem na chorągwi.
Wypluwała z ust
słomę zęby modlitwę
od ruskich szwabów od hutu
od muzułmanów chrześcijanin od serbów
od naszych chłopców z lasu
(którym należało się bardziej)
uchroń nas.
Przeżyła bo sąsiadki uciekały szybciej
więc się zajęli strzelaniem do nich
jak do kaczek.
Wydłubywała spod gnoju,
z grochowin
spod ziemi
pochowane dzieci
i ostatnie cielę
nie wiadomo co ratować najpierw
gdy trza
pościel
ściągnąć ze sznura
trzynastoletnią córkę
zagonić
do chałupy
kury zdziczałe po sadach
wrzucić do gara
ostatnie podgniłe kartofle
zupę nastawić
pierzynę wietrzyć
medale pucować
dla męża
który gwałcił
gdzie indziej.
*
"Nie było", akwarela. Część cyklu wizualno-poetyckiego o wykluczeniu kobiet z historii. Ten akurat obraz jest wraz z wierszem protestem przeciwko nieuznawaniu gwałtu jako strategii wojennej stosowanej zawsze i wszędzie.

Ewa Henry-Dawson