Byłam wczoraj z Wnuczką (tegoroczną maturzystką) na Lalce.
Wyszłyśmy z kina z poczuciem świetnie spędzonego czasu. Wbrew krytycznym opiniom, które docierały do nas przed seansem, bardzo nam się podobała postać Izabeli Łęckiej - okazała się zgodna z naszymi wyobrażeniami (obie jesteśmy świeżo po lekturze książki).
Wokulski przekroczył nasze oczekiwania. Trochę nas zaskoczył, ale też zachwycił klimat jego sklepu, do innych dekoracji również nie miałyśmy zastrzeżeń. Stuprocentowa zgodność z jakąś wersją prawdy historycznej w tym względzie niewiele nas obchodzi, ludzie są o wiele ciekawsi.
A tak poza tym i wczoraj, i jeszcze dzisiaj miałyśmy o czym pogadać, zarówno na bazie filmu jak i książki. I to też się liczy.





