Jadę samochodem, Słońce wschodzi, Węgrzy śpiewają. Taki śpiew z tysięcy gardeł, kiedy ulica staje się areną, rzeczywiście porywa.
Relacja się kończy, a jak mam z tyłu głowy, że ci, którzy wygrali z Orbanem to nadal prawica.
A zaraz potem radio nadaje piosenkę Matyldy i Łukasiewicza "Moja córeczko". To piosenka o tym, co robimy naszym córkom, wnuczkom, uczennicom, przyjaciółkom, koleżankom, sąsiadkom, kelnerkom, sprzedawczyniom, siostrom ze zborów, kościołów, pielgrzymek oraz wszelkim dziewczynkom, dziewczynom i kobietom, które spotykamy na naszej drodze. A jeżeli nie my osobiście maczamy palce w tym procederze, to robią to koleżanki i koledzy, nauczyciele, katecheci, kościoły, sąsiedzi, znajomi, panie w sklepie, influencerki, książki, filmy, gazetki itd. itp. itd.
Piosenka jest długa, ale niezbyt chodliwa. Warto wysłuchać do końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz