Olszyny, do których ostatnio uczęszczam
nie są tak wyrafinowane i wytworne
jak tamten park, w którym po raz pierwszy
zobaczyłam miłorząb. To był dorodny,
wiecznie zielony samiec.
(W miłorzębowych, dystyngowanych parkach
nie ma miejsca dla samic, które wcześniej czy później
wchodzą w te swoje cykle rozrodcze
i wydają na świat
dokuczliwe namiastki owoców
o nieprzyjemnym zapachu,
atrakcyjne jedynie dla much).
atrakcyjne jedynie dla much).
Olszyny są ordynarne: szorstkie, ciężkie i mokre.
Jak zapach, z którym pośród pokrzyw i cierni
obnoszą się ciężarne sarny.
Jak przyssane do ziemi stare kobiety,
wkładające w bruzdy sadzeniaki ziemniaków.
W olszynach żyją czarki szkarłatne.
Pozują mi do fotografii. Jednak stare olchy
nieustannie wsuwają się w kadr
nieustannie wsuwają się w kadr
i uparcie krążą nade mną.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz