czwartek, 17 czerwca 2021

TELOMERY


Połowa czerwca, kwitnie biały bez
i siano, pachnie kurzem i znojem
rozgrzanej wiejskiej drogi.
Widzę, że tamten dom na odludziu,
który znam i z trudem poznaję,
ma się całkiem nieźle: dostał nowy
dach. Spłowiała strzecha trzyma się mocno 
jedynie głowy Zuzy Mereszki, która 
niespodziewanie rozchyla moskitierę,
wytacza się w upał i sunie ciężko przez trawnik
z miską paszy dla kur. Dobrze się trzyma –
myślę z czułością. I nagle dociera do mnie,
że ta stara, wiejska, kobieta
to nie może być
nieboszczka Zuza Mereszka, to przecież jej 
wnuczka Halina, moja szkolna koleżanka.
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz