sobota, 9 maja 2020
sobota, 18 kwietnia 2020
INNE BAJKI. POMARAŃCZOWY.
Budzę
się i powietrze nadal cuchnie krematorium. Rzeczywistość odrasta jak
perz po orce. Z wiecznie żywych kłączy, z nabrzmiałych nasion, z pyłu,
prochu, ze wszystkich stron. Przez okna karetki dostrzegam pomarańczowe
kombinezony ratowników medycznych. Trudno uwierzyć że to dzieje się
gdzieś tutaj, pod rozświetlonym niebem, pośród starych dobrych dróg i
pól. Cała ta walka, poświęcenie, niemoc, orka, wszystkie te tragedie,
wydają się równie nierealne jak głód w Etiopii czy czołgi w
Afganistanie. Sama robię niewiele. Właściwie nie robię nic. Lustruję
szafki i lodówkę: mąka i zakwas, jajka, kapusta, karton mleka, olej.
Wystarczy by przeżyć. Chodzi o podtrzymanie prostych procesów
fizjologicznych. To nie pora na takie rzeczy jak wolność, myślenie,
piękno czy szczęście. Tym z determinacją zajmują się profesjonaliści.
Zapewne wkrótce dostanę rok ważności konta, skuteczny lek na wzdęcia i
wybranego prezydenta. I od tej pory wszystko będzie inne.
czwartek, 12 marca 2020
GAJÓWKA
Gajowy
kochał las po chłopsku. Miał i brał. Bardzo mu było dobrze tu z tyłu,
gdzie prawie nie czuć obecności świata, nie słychać tych wszystkich
pustych gadek i innych ludzkich pierdół. Tylko rytmiczne szuranie piły,
trzask odrąbywanej siekierą gałęzi, jęk ziemi przyjmującej upadający
pień. W przypadku Poli zakochiwanie zaczęło się powoli, od
poczerniałych ścian gajówki, od smużki bukowego dymu w płucach, od
rozsypanego po kuchni popiołu z brzozowych szczap. Pewnego dnia między
łóżko a piec dyskretnie wsunęła się komoda. Nagle na ścianie pojawiła
się sosnowa boazeria. I posypało się to dalej jak lawina: drewno,
drewno, stół, podłoga, parkan, palisada, fort, wstęp wzbroniony. Polę
zaskoczyła dębowa trumna w pokoju. To był ostatni kawałek świeżej deski,
jaki się pojawił niespodzianie, jakby znikąd. Drewno odpuściło:
boazeria poczerniała, stół się wykoślawił, parkan porósł glonami.
Jednak las zna każdą szparę w jej domu. Potrafi przeciskać się przez
dziurki od klucza. Przerasta przewody, rury kanalizacyjne. W dębowe
drzwi wchodzi jak w dym. A kiedy Pola śpi, wsypuje przez komin zakazane
owoce. Kiedyś ich pestki wykiełkują. Jak wszędzie tam, gdzie toczy się
życie i płynie czas.
niedziela, 8 marca 2020
czwartek, 9 stycznia 2020
SCHRON
Niektóre schrony zużywają się
szybciej, wypadają im cegły,
kruszy się tynk. Spróchniały siennik
przewraca się z boku na bok,
jakby cierpiał na bezsenność.
Jakby się bał, że jak zaśnie to
umrze, a jak nie zaśnie, to też
nie będzie żył. To już
zresztą nie ma żadnego znaczenia.
Wszystkie robaki tego świata, wszystkie
boże żuczki, banici i dezerterzy,
potrzebujący schronienia
przed okiem ludzkim i boskim,
już tutaj byli: pili, spali, sikali pod mur.
W powietrzu nadal krążą
stęchłe drobiny ich ciał,
echa ordynarnych słów. Kto wie -
może niekiedy świętych,
jak na przykład: chleb,
honor, godność czy śmierć. Bóg
patrzy na to przez zaciągnięte niebo,
przez cały ten pył, marny puch,
jak przez mgłę. Pewnie czasami przestaje
dostrzegać cokolwiek. Z dołu też
częstokroć nie widać go wcale.
szybciej, wypadają im cegły,
kruszy się tynk. Spróchniały siennik
przewraca się z boku na bok,
jakby cierpiał na bezsenność.
Jakby się bał, że jak zaśnie to
umrze, a jak nie zaśnie, to też
nie będzie żył. To już
zresztą nie ma żadnego znaczenia.
Wszystkie robaki tego świata, wszystkie
boże żuczki, banici i dezerterzy,
potrzebujący schronienia
przed okiem ludzkim i boskim,
już tutaj byli: pili, spali, sikali pod mur.
W powietrzu nadal krążą
stęchłe drobiny ich ciał,
echa ordynarnych słów. Kto wie -
może niekiedy świętych,
jak na przykład: chleb,
honor, godność czy śmierć. Bóg
patrzy na to przez zaciągnięte niebo,
przez cały ten pył, marny puch,
jak przez mgłę. Pewnie czasami przestaje
dostrzegać cokolwiek. Z dołu też
częstokroć nie widać go wcale.
wtorek, 10 grudnia 2019
Z DYMEM
Pola były kiedyś jak kapliczki: pudełka zawieszone pośród drzew na miedzach, ze świętym obrazkiem w środku. Sceny przedstawiały gospodarskie zwierzęta jak również ludzi, zazwyczaj pochylonych, często na kolanach, siejących i zbierających swój święty chleb. Pod koniec lata obrazki zmieniały charakter. To przez ten pogański rytuał oczyszczania: grzbiety pól wyczesywano sprężyną i broną, ogień zmieniał w proch martwe kłaki i robactwo. Dym szedł do nieba. Pachniał pieczonymi ziemniakami, kusił, wabił, ale nigdy nie uległam. Nigdy nie dostałam zaproszenia. Nie usłyszałam pozwolenia. To nie były moje pola, nie mój dym.
*
Uwierz mi, nie mogę, nie zniosłabym wstydu. Przecież musi gdzieś tu być jakiś prawowity właściciel, jego wysoki głos, zły pies, prawomocny wpis do księgi. To nie moje pole, nie mój dym. Bezpieczniej jest maszerować wytyczonym szlakiem, odwracać głowę, kręcić zadartym nosem, coś tam mamrotać o smogu i barbarzyńcach.
*
Ruina łapczywie zaciąga się dymem. Chyba już nie należy do żadnego ze światów. Jeszcze dzień, jeszcze dwa, a otrzepie się z prochu po samej sobie i odejdzie stąd, nawet nie draśnięta. Już tam czekają te wszystkie wygłaskane psy i koty, ludzie pousadzani pod ścianą – jak do fotografii. Proste życie. Nic nie krzywdzi, wszystko pachnie. Jest światło, jest go dużo, otacza, usypia, zaprasza.
*
Igram z cudzym ogniem i mam na dłoniach twarde dowody: czarne plamy sadzy i dymu z ogniska. Próbuję je zetrzeć rękawem, grudką zmarzniętej ziemi, zmyć kropelką śliny. Potem zmieniam zdanie – niechby zostały na całe życie.
piątek, 11 października 2019
MOTYLE W BRZUCHU
Boża Krówka ma w brzuchu motyle. Pochylam się nad tym i widzę, że wdepnęłam w sam środek wielkiego spektaklu. To jest piękne i straszne zarazem. Producent najwyraźniej nie liczył się z kosztami. Scenografia jak z bajki: stare drzewa, dywan z mchu, świeży aerozol o zapachu sosen i ziół. Postaci też nie byle jakie: błękitny Skarabeusz, rój Motyli i jeszcze ktoś naprawdę charyzmatyczny, kogo jednak najtrudniej rozpoznać. Śmierć? A może Miłość? Odwracam wzrok. Przecież wiem dobrze, że niczego tu nie ma. Na pewno widać to wyraźnie na satelitarnych zdjęciach NASA: pusta polana a na niej tylko jedna postać - przycupnięta pod krzaczkiem starsza pani. Jakaś Miłość, jakaś Śmierć - to nic.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



