poniedziałek, 2 grudnia 2024
Z CYKLU: FALOWANIE I SPADANIE. POGRZEB
sobota, 23 listopada 2024
PACIOREK
Zupełnie mnie ten listopad nie dołuje, wręcz przeciwnie. Nareszcie ktoś zajmuje się drogami, zamraża je, ubija i utwardza, uwalnia od letnich wykrotów i wądołów. Można wygrzebać z szuflady zaniedbany licznik kroków, wciągnąć trapery i wejść w znajomy rytm: równe ruchy ramion, rytmiczne uderzenia butów o podłoże.
Wacia wchodziła w trans, posługując się różańcem. Siadała w połowie łóżka. Z pierwszym paciorkiem pojawiało się mamrotanie, po nim rytmiczne kołysanie tułowia w przód i w tył. Kiedy w szparach powiek znikały tęczówki i pojawiały się przekrwione białka – opuszczałam Wacię, zostawiając ją sam na sam z jej Absolutem, który mógł mieć postać Przenajświętszej Panienki, niebieskich obłoków, albo rozpalonego kaflowego pieca – kto to wie.
Mój Absolut kolonizuje mi pamięć niczym jakiś nadzwyczaj żywotny porost. Wystarczy mu pękający opłatek lodu, błysk słońca raz na jakiś czas, kilka rytmicznych ruchów ramion, równych uderzeń butów o podłoże. Wspomnienia pęcznieją i wysypują się z przetrwalników, jak zarodki.
Najlepiej przechowują się rzeczy błahe, marginalne, z pozoru mało ważne. Niekiedy pojawia się myśl o tej intymnej fizjologii, do której w gruncie rzeczy sprowadza się miłość, a wtedy dłoń unosi się i zabawnie układa się na wysokości serca.
Palce wyczuwają jedynie płaski, rozchybotany guzik. Nie szkodzi. Nie muszę czegoś dotknąć, by wierzyć, że to mam.
czwartek, 31 października 2024
sobota, 26 października 2024
czwartek, 17 października 2024
Z CYKLU: OTO SŁOWO.
poniedziałek, 14 października 2024
środa, 9 października 2024
PORTAL
Słońce zachowuje się jak jakaś gwiazda: ustawia się w portalu, przez krótką chwilę pozuje do zdjęć, a potem spada na łeb na szyję, nie dbając o to, czy ktokolwiek zdąży pomyśleć życzenie. Zaświat długo czekał i chyba zaplanował fajerwerki, bo niebo się zapala i sypią się iskry. I zanim się skończy ten gasnący w oczach spektakl, zanim zamknie się przejście i nastanie ciemność - świat ma kilka sekund, by coś dostrzec, przyjąć, coś utrwalić.
Tego się nie da przewidzieć, zaplanować. Na nic wyprawy, na nic obietnice z katalogów biur podróży, pełne rozświetlonych pejzaży i chmur błękitnych, wyjałowionych z burz i ulewnych deszczy. To, co wstrzymuje oddech - przychodzi bez ostrzeżenia. Cała sztuka to znieruchomieć i przyjąć niedorzeczne szczęście.



