środa, 4 czerwca 2025

Z CYKLU: A U NASZ NA WSI. MAŁE TĘSKNOTY, CICHE MARZENIA

"I pomyśleć, że potomkowie chłopów feudalnych restytuują dzisiaj feudalizm. Czyżby historia zawróciła? Czy może toczy się po spirali?
Pytam Pana, Profesorze (....) Czy zdaniem Pana nie istnieje coś takiego jak tęsknota za niewolą? 
Powie Pan, absurd. W takim razie, czy nie jest to dziedziczone przez podświadomość pokoleń pragnienie zemsty, które dopiero teraz się objawia? Zadośćuczynienie pokornych za wszystkie doznane przez wieki krzywdy, poniżenia, które spełnia się w ten jedynie możliwy bezkrwawy sposób bogacenia się, aby dawnym ciemiężcom dorównać?"
                                               Wiesław Myśliwski, Ucho igielne.
 

 

poniedziałek, 2 czerwca 2025

Z CYKLU: A U NASZ NA WSI. RADOŚĆ NIESŁYCHANA

Frekwencja ostateczna 73,62%
 
Poszczególni kandydaci na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej otrzymali następujące liczby głosów ważnych:
 
1 NAWROCKI Karol Tadeusz 283
2 TRZASKOWSKI Rafał Kazimierz 74
Razem 357
 

 

czwartek, 22 maja 2025

Z CYKLU: WSI SPOKOJNA WSI WESOŁA

 

Zagaduje mnie pod sklepem uśmiechnięta koleżanka:
 
- Na kogo głosowałaś?
- Miałam zamiar na Senyszyn, ale w końcu dałam głos na Biejat - mówię.
- Zgłupiałaś? Ja bym wzięła siekierę i rozje..ła tej ku...ie łeb!
 
A dzisiaj wreszcie "zebrałam się na odwagę" i zajrzałam na stronę mojej Komisji Wyborczej:
 
Poszczególni kandydaci na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej otrzymali następujące liczby głosów ważnych:
1 BARTOSZEWICZ Artur - 1
2 BIEJAT Magdalena Agnieszka - 14
3 BRAUN Grzegorz Michał - 37
4 HOŁOWNIA Szymon Franciszek - 14
5 JAKUBIAK Marek - 1
6 MACIAK Maciej - 0
7 MENTZEN Sławomir Jerzy - 56
8 NAWROCKI Karol Tadeusz - 161
9 SENYSZYN Joanna - 4
10 STANOWSKI Krzysztof Jakub - 1
11 TRZASKOWSKI Rafał Kazimierz - 33
12 WOCH Marek Marian - 0
13 ZANDBERG Adrian Tadeusz - 7
Razem 329
 

 

sobota, 17 maja 2025

CICHO SZA

Wieczorem Ziąb znika i od razu pojawia się Próżnia. Wypełnia ogród i wbrew prawom fizyki napiera na ściany, płoty, łamie gałęzie, unosi mnie z hamaka i strąca na ziemię. 
 
- Nie śpij – syczy mi do ucha. – Jak można spać, kiedy piekło się piekli, wulkany się zmawiają na zbiorową erupcję, a kraj się kiwa nad przepaścią niczym zamroczony pijak. 
 
Chyba ją wkurza jej czysta abstrakcyjność i brak jakiegokolwiek fizykalnego znaczenia. I że ja sama tak się bujam bez celu, zapadnięta w tę swoją otulinę z miękkiego, nie ulegającego biodegradacji polaru, zaplątana w rękawy i nogawki, skrępowana przez bawełniane spodnie i koszulki, które się zbiegły po pierwszym praniu, bo producent zaoszczędził na dekatyzacji. 
 
Otwieram oczy. Wszędzie trawa i dmuchawce. Ziąb unosi mnie z ziemi i wsuwa na leżak. Leżę wśród miękkich koców, chłodnych poduszek, z każdym poruszeniem coraz mocniej zapadam się w tę otulinę.
 
Rzeczywistość odrasta jak perz po orce. Z wiecznie żywych kłączy, z nabrzmiałych nasion, z pyłu, prochu, ze wszystkich stron. W ogrodzie kiełkuje groch, marchew, cebula. Wystarczy, aby przeżyć. Chodzi o podtrzymanie prostych procesów fizjologicznych. Takie rzeczy jak wolność, myślenie, piękno czy szczęście? Tym z determinacją zajmują się profesjonaliści. Wkrótce dostanę kolejny rok ważności konta, skuteczny lek na wzdęcia i wybranego prezydenta. I od tej pory wszystko będzie inne.
 

 

czwartek, 10 kwietnia 2025

PLECIEŃ

O piątej rano świat dopiero się tworzy. Wszystko  co ciemne, bezlistne, poszarpane wiatrem, rozpadło się wraz z nocą. Teraz, kiedy na nowo palą się latarnie, widać dokładnie, jak świeży świat osypuje się z góry, z czegoś niedostrzegalnego, z jakiejś chmury, z jakiegoś nieba, Bóg wie skąd. Nabierają kształtu ośnieżone gałęzie, druciany płot, uchylona furtka, zarys drogi – jeszcze zbędnej, bez śladów łap ani stóp.

Kiedy wchodzę w las, gumowe podeszwy traperów ślizgają się po liściach. Ciało balansuje niezdarnie na taflach lodu. Nic nie szkodzi, nikogo tutaj nie ma. Mam jeszcze chwilę, zanim wzejdzie słońce, rozpuści śnieg i twardym węglem obrysuje drzewa, zanim rozpieją się koguty, zatarabanią budziki, a kartki z kalendarzy ogłoszą kolejny dzień kwietnia.

Mam jeszcze chwilę, żeby się zapaść w ten chłodny, wyścielany dzieciństwem sen, w którym kawałki tępego żelastwa służą za łyżwy, lód na łące za lodowisko, a letnia sukienka mamy za strój mistrzyni jazdy figurowej na lodzie. Odnajduję mały, skorodowany kawałek dzieciństwa, przegniły rupieć, cały ten sentymentalny bajzel. Nierzeczywistość, w której nie czuję się nieporadnie i śmiesznie.


 

czwartek, 23 stycznia 2025

Z LASU WZIĘTE

Pewna Sosna z Żałosna kusiła Drwala z Dołów:
Weź mnie! Będę ci belką, progiem, nogą od stołu!
A Drwal na to: Cóż, kotku,
Jesteś pusta w środku.
Tak została nobliwą kołyską dla dzięciołów.