I
po deszczu. Przemokniętym jabłoniom otwierają się pąki. Każda ma
nektar, zapach i nie istniejącą jeszcze pszczołę. Lśnią jak latarnie, jak
anteny, jak usta i oczy dziewczyn, wracających do domu po całym dniu
siedzenia na kasie. Wszystkie skierowane w nikłe smużki światła, w
rozbryzgi słońca na niebie, w mrugające tu i tam latarnie, w rozpalające się
ekrany komórek. Czekasz? Czekam. Czekaj, będę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz