środa, 27 maja 2020

DOTYK

Czasami chciałoby się dotknąć czegoś innego, jakiejś obcej drobiny. To mógłby być na przykład skamieniały belemnit czy nadtopiony fragment meteorytu. Najlepiej, żeby trafić na to znienacka. Wziąć w dwa palce, obrócić. Jednak  przed żywym obcym odruchowo się wzdragam.  Te czułki, te haczyki, te włoski na odnóżach! Nic tak nie brzydzi jak dotyk obcego. Wieczorny chłód spowalnia mu ruchy, więc tylko kołysze się na boki. Desperacko, jakby chciał mnie uśpić. Na zawsze. I byłby spokój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz