Esy
floresy abrakadabra. Manifestacja ciemnej strony nieba: stal, rdza,
kilka groźnych pomruków i biblijny potop w skali mikro. Więcej nie
pamiętam. Budzi mnie gołąb, kiwająca na mnie z okna wiotka gałązka
świtu. Teraz mogę się wygrzebać, wyłuskać, wydostać. Jeszcze tylko łyk
kawy, pszczeli taniec w cienistym pokoju. Trzeba się spieszyć, zdążyć,
jest późno, najwyższy czas. Wchodzę w mgłę, już rozproszoną, niepewną.
Wystarczy lekki oddech, by wprawić ją w panikę. W mgłę wygrzebują się
zwierzęta: pancerne jaszczurki, kolorowe ślimaki podobne do cukierków.
Słyszę chrzęst miażdżonych przez szczęki muszelek. Poza tym cisza. Nie
ma słów, nic się nie wydarza. No właśnie: co mogłoby się wydarzyć?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz