wtorek, 23 czerwca 2020

Z MIEDZY

Mokra ziemia, po deszczu. Żadnych muszek, pyłków, pająków, nic nie wiruje, niczego nie przesłania, nie zaciemnia. Jeszcze można przyjrzeć się tym polom, przez które prowadzi ścieżka do siebie. Zawsze toczyło się tędy jakieś życie: purpurowe wieczory, koła chłopskich furmanek, rozsypane ziemniaki, nawóz, ziarno. W trzydziestym dziewiątym przetoczył się front. A po wojnie przetoczyła się tędy biała kula ognia. Moi rodzice ją widzieli. Mówili że to fosfor i że tak się przepala przelana krew. Pora jest późna, ale jeszcze można się oddalić. W rozpiętej koszuli, w zakurzonych gumiakach, wejść między żyto a owies, kukurydziane zagony. Spod chmur wciąż bije taki blask, że trzeba zamknąć oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz