poniedziałek, 13 lipca 2020

GOOGLE

Wszędzie pola. Szczere pola, rzucone jak karty na poplamione obrusy historii. Rozdrapane przez brony, wymiecione przez hulaszcze wiatry, z surowym graffiti, wyrytym na ich twarzach przez wyszczerbione pługi. Może to odpowiednie miejsce, może najwyższy czas, żeby się wreszcie opowiedzieć. Jednak brak ci słów, dość przenikliwych, wystarczająco łagodnych. I wtedy natykasz się na wiersz. Druk jest drobny. W zaciszu pokoju płyną proste słowa. Ktoś mówi tak, jak byś chciał, lecz nie umiesz. Mówi do ciebie, w twoim imieniu, w jakimś nowym, niezużytym języku, którym i ty mógłbyś się posłużyć. To przejmujące doświadczenie dla kogoś, kto przywykł do samotności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz