wtorek, 21 lipca 2020

ZOOM

Kołysze się na gałązce, kołysze ptaszek - straszek. Spogląda na mnie z wyrzutem. Ma krwistoczerwone, lepkie plamy na dziobie, bo przed chwilą się dorwał do ostatnich wiśni. Anektuje drzewko bez jednego ćwir. Ma mocny argument: wiecznie głodne pisklę. Trudno oprzeć się czemuś, co dopiero się lęgnie, nie ma jeszcze zapachu, a tęczówki jego oczu zmieniają barwę z każdym drgnięciem powiek. We własnym oknie czuję się jak intruz. Powoli, dyskretnie sięgam po aparat – to jedyny dostępny sposób na zbliżenie. Wstrzymuję oddech, naciskam palcami, wsuwam paznokieć, opuszek, palce, dłoń. Cały respekt, całą tę godność mam gdzieś. A potem obraz znika. To przez ten drgający odrobinę nadgarstek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz