Obserwuję (niezbyt szczegółowo) ewolucję poglądów na kościół Tomasza Terlikowskiego i nawet do pewnego stopnia ją cenię. Niektórzy moi znajomi z Fb wierzą w jego całkowite przebudzenie. Ja w to nie wierzę. Uważam, że nawet najmocniejszy intelekt nie ma szans w starciu z emocjami. A ja pamiętam debatę Terlikowskiego z Karolem Fjałkowskim, starcie dotyczyło racjonalnych dowodów na istnienie Boga. Tymczasem w pewnym momencie pan Tomasz Terlikowski nagle się rozkleił i zaczął opowiadać, jaką to miłość czuje, kiedy patrzy na krzyż. Mówił o tym, wzruszał się, obnażał się, oddawał się we władanie emocjom i nie mógł przestać. Było to tak intymne, że dla mnie, postronnej obserwatorki, niesmaczne i wręcz wstydliwe. Póki co: nad panem Terlikowskim stawiam krzyżyk.
Z moją wiarą w kościół, w religię, jest tak jak z wiarą w świętego Mikołaja. Jak raz zobaczysz, że go nie ma, już nigdy w tę ściemę nie uwierzysz.
A wszystkim, którzy jeszcze nie znają działalności Karola Fjałkowsiego - szczerze polecam.
"Kluczem do zrozumienia działań Kościoła katolickiego jest uświadomienie sobie, że bezwzględnie najważniejszy dla niego jest jego własny interes.
Że katolicka nauka o chrzcie niemowląt, nabożeństwie do Matki Bożej, ofierze Mszy św., sakramencie kapłaństwa itd. dokładnie tak samo wynika z bezwzględnej dbałości przez tę organizację o swój własny interes jak ukrywanie sprawców przestępstw seksualnych."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz