Babcia Helena całowała z trwogą
stopy Jezusa i dłoń Dobrodzieja.
Moja dzielna babcia Helena,
która nie bała się krwi,
kuli, ani nawet bomby.
Przerażał ją jedynie bagnet,
bowiem bagnet rani brzuch,
a to się nie goi.
Jasna i czysta dłoń Dobrodzieja
nie mogłaby utrzymać bagnetu,
nawet kuchennego noża,
tym bardziej siekiery. Przecież trzeba
uderzyć z wielką siłą, żeby odrąbać
szczapę, albo głowę koguta
na niedzielny rosół. Zamykam oczy,
ale tylko na chwilę. Rosół z kury
z domowym makaronem. Tego smaku
nie da się zapomnieć.
Każdej niedzieli przed obiadem
dłoń Dobrodzieja zanurzała się
w kielichu. Burczało mi w brzuchu, jednak
musiałam być grzeczną dziewczynką. Nie gryźć.
Ze zranionego opłatka gdzieś, kiedyś, komuś
polała się krew. W tamten piątek
długo stałam w kolejce po chleb.
Pekaes uciekł, a bruk pod kościołem
był w sam raz do zabawy
w klasy. Nadal jest. I ja nadal bywam
tamtą grzeczną dziewczynką. Jasna i czysta
dłoń Dobrodzieja sprawdza pod bluzką,
jak mi leży na sercu odpustowy medalik.
Rani brzuch. Jest niedziela,
Babcia całuje stopy Jezusa.
Zamykam oczy i choćbym chciała
już nie potrafię ich otworzyć.
Jakieś palce tłuką o moje usta, zęby, dziąsła
i kładą mi na języku
ochłap mięsa. Pachnie krwią.
wtorek, 27 lipca 2021
Z RĘKI
sobota, 3 lipca 2021
piątek, 25 czerwca 2021
czwartek, 24 czerwca 2021
ZWARTE SZEREGI
Oburzyła się Dynia: Co wam tak wesoło?!
Porastajcie dokładniej zagon za stodołą,
bo przyjdzie ta obraza:
rzodkiewkowa zaraza
i wsadzi nowalijki. I w ogon, i w czoło.
środa, 23 czerwca 2021
ZNALEZIONE W DYKTAFONIE
"A trzeba było oddać wszyściutko: serce, nerki, wątrobę, a nawet jelita wypłukane. To była Rzesza. Niemcy chodzili i przepatrywali kąty, nawet do garnków zaglądali, jak się mięso gotowało, czy z pieczęciami jest.
Wy się śmiejecie, a tak się zdarzyło, że jeden tucznik był już oskrobany, a drugi wisiał w chlewie, jeszcze nie zdjęty. Za to była kara śmierci dla gospodarza, to wcale nie były żarty. A tu Niemcy wjeżdżają bryczką na podwórze. No to Hania, Stasiek, ja, ojciec – żeśmy za tego świniaka złapali i wynosimy. A on taki był ciężki, że nie do udźwignięcia. Niemiec zobaczył, że nam się wymyka to wszystko, to podleciał i jeszcze pomógł nam go zanieść. Matka zaraz indora złapała i dała temu Niemcowi, żeby pojechał w cholerę.
Ale trzeba przyznać Niemcom, że nie szabrowali tak jak Ruskie. Przecież jak Ruskie do nas weszli, to poszło wszystko: konie, wozy, krowy. Przed Niemcami dało się schować parę worków pszenicy – Ruskie wszystko znaleźli. Jak spali u nas na oborze – przychodzili po coraz to nowe talerze a brudne wyrzucali na gnój, aż się pokończyły. Wszystko było jednorazowe."
Nagranie ma 18 lat.
czwartek, 17 czerwca 2021
TELOMERY
Połowa czerwca, kwitnie biały bez
i siano, pachnie kurzem i znojem
rozgrzanej wiejskiej drogi.
Widzę, że tamten dom na odludziu,
który znam i z trudem poznaję,
ma się całkiem nieźle: dostał nowy
dach. Spłowiała strzecha trzyma się mocno
jedynie głowy Zuzy Mereszki, która
niespodziewanie rozchyla moskitierę,
wytacza się w upał i sunie ciężko przez trawnik
z miską paszy dla kur. Dobrze się trzyma –
myślę z czułością. I nagle dociera do mnie,
że ta stara, wiejska, kobieta
to nie może być
nieboszczka Zuza Mereszka, to przecież jej
nieboszczka Zuza Mereszka, to przecież jej
wnuczka Halina, moja szkolna koleżanka.
środa, 9 czerwca 2021
Subskrybuj:
Posty (Atom)


