Wszędzie tandetna biżuteria i przerysowany makijaż, rekwizyty w nieładzie i nierealne światło. Piękno wiecznie niedokończone, jakby Scenograf odfajkował swoje i odszedł w rozedrgane od suszy powietrze, żeby wreszcie się przespać, albo na wódkę. Gdyby zdobył się na jeszcze jeden wysiłek, gdyby ustawił tu sztalugi, umieścił przed nimi jakiegoś gogena, gdyby włożył mu na głowę kapelusz, a do ręki pędzel - może ten by zdołał dokończyć dzieła. Gdyby się obejrzał, może by zauważył, że bez rekwizytów, bez żadnej charakteryzacji, bezczelnie stoję na tej scenie, pochłaniając czerwień. Potem karnie schodzę na widownię, podnoszę aparat i - wzorem japońskich turystów - pstrykam w to piękno aż do wyczerpania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz