"Kmiecy synowie [...] mogli liczyć na szybką śmierć. Z pewnością nie na pamięć"- Ka Klakla, "Czerwony las"
Ze
wszystkich mężczyzn w mojej rodzinie tylko Dziadek Czesiek był na
wojnie. Wojował krótko, zaledwie kilka dni. Wrócił do chałupy przygięty
monstrualnym ciężarem przeżyć, w zasranych kalesonach, bez bagnetu.
Bagnet został na placu boju, w brzuchu nieznanego chłopca, zapewne
również kmiotka, żołnierzyka obcej armii. Uparte milczenie Dziadka o
wojnie miało zapewne działać trochę jak wybielacz, a trochę jak czas, w
którym w końcu rozpuści się to wszystko.
Dziadka Cześka nie ma na czarno-białym zdjęciu, pośród dzielnych panów w eleganckich pelisach, prężących się pod świeżo odsłoniętym Pomnikiem Wolności w Hucie Gruszczyno. W drugim rzędzie stoi jego przyszły teść - mój pradziadek Jan, również kmiot z kmiotów, ale pomazaniec Boży, który uniknął wojny. Dzięki szczęściu, ambicji i pracowitości udało mu się zdobyć pokaźny majątek oraz rękę miejscowej szlachcianki, mojej prababci Zofii.
Kamienny pomnik, otoczony betonowym murkiem, był dla nas,
miejscowych, atrakcyjnym miejscem wszelkich harców i swawoli. Byliśmy wolni. Bonanza z
Grudkoszczakami rozpili w jego cieniu niejedno wino patykiem pisane.
Jerek i Stasiek włazili na sam szczyt i tłukli bosymi piętami o napis
"Wolność". Po dziesiątkach prób, siniaków i otarć na skórze udało mi się
wspiąć na kamienną tablicę, poświęconą pamięci poległych za Ojczyznę.
Pomnik Wolności - mówiliśmy. Wolności? Tylko tyle? Proboszcz Patiopa, nieposkromiony malarz postaci wszystkich świętych, architekt krajobrazu i niewątpliwy spadkobierca kultu jednostki, postanowił zrobić porządek z tą podejrzaną anonimowością. Na szczycie budowli zawisła rzeźba z wąsatą twarzą wodza, nazwisko "Piłsudski" uświetniło tablicę.
Grób Dziadka zarasta trawą. Kilka razy w roku jeździmy tam z nożem. Jest długi i ostry jak bagnet. Czasami wycieramy kurz, który w końcu i tak przykryje to wszystko.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz