wtorek, 28 marca 2023

OJ TAM, OJ TAM, GOŁA BABA W KLATCE, WIELKIE MI CO!


Może to skrzywienie zawodowe, ale co rzuca mi się w oczy, kiedy przeglądam ten artykuł?

"Uczniów zaprowadziła tam szkoła."
"większość uczniów była pod opieką katechetów. Żaden z nich nie próbował zainterweniować w trakcie szarpania młodej dziewczyny"

*********************
Przez lata, wychowawczynią klas i nauczycielką biologii będąc, byłam zmuszana do prowadzania uczniów na rekolekcje. Mnie zmuszała dyrekcja, dyrekcję zmuszały siły wyższe (przepisy i nie wiem, co tam jeszcze).

** Chodziliśmy całą szkołą, 2 km, ruchliwą drogą, prowadzącą do centrum. Byłby ktoś chętny do zapewnienia bezpieczeństwa rozbrykanej grupie nastolatków?
** Ktoś podjąłby się dopilnowania kultury języka i właściwych relacji z kolegami z klasy, a zwłaszcza z klas równoległych?
** A może ktoś zdołałby zdekonspirować spiskowców i zapobiec akcji zamknięcia się kilku chłopaków w konfesjonale i wypicia tam butelki wódki?
** A jak byście zareagowali, gdy z ust rekolekcjonisty padają słowa na "k"? Bo koleżanka polonistka wyszła z kościoła, więc ja pilnowałam zachowania uczniów dwóch klas (lekko nie było).
** A gdy rekolekcjonista nie dotrze, więc siostry wyciągają telewizor i na małym ekranie, całą szkołą każą nam oglądać "Pasję"? Gdy niewiele widać i niewiele słychać? Gdy niektórzy uczniowie się w tym czasie leją, inni całują, a nieliczni uważni dostają spazmów, widząc jak krzyżują Jezusa? Co byście zrobili?
**A w dniu, kiedy nie ma żadnych nauk, a jedynie spowiedź? Jak byście dopilnowali pierwszych rozgrzeszonych, żeby nie uciekli z kościoła do domu, albo nie latali wkoło kościoła i nie zaglądali proboszczowi w okna, kiedy wyjść jest kilka, a wszystkie otwarte?
** Zapewniam, że takich "kwiatków" znalazłoby się więcej.

Nasza szkoła próbowała różnych sposobów:

** Były dni wolne od nauki, przeznaczone tylko na rekolekcje.
** Były rekolekcje rano a lekcje skrócone po południu.
** Były rekolekcje w pobliskim domu zakonnym (telewizor).
** Były rekolekcje na sali gimnastycznej.
Żadnej z tych wersji nie chciałabym przeżyć ponownie.

Po przejściu na emeryturę, w wieku 62 lat, z braku innych pomysłów, nauczyłam się niemieckiego na tyle, żeby móc wyjechać na arbajt i zarobić na nowy samochód. Opiekowałam się stetryczałą hitlerówą, która szczyciła się tym, że jej teść był oficerem hitlera. Robota była absorbująca i wymagała rękawiczek, ale powiem Wam, drogie nauczycielki biologii, że bardzo żałuję, że nie przebranżowiłam się wcześniej. I to nie tylko z powodów finansowych.

 A tutaj link ku pokrzepieniu duszy:

 https://natemat.pl/478100,torun-rekolekcje-kosciol-pw-maksymiliana-kolbego-nagranie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz