atrakcyjne jedynie dla much).
nieustannie wsuwają się w kadr
Wczoraj był pierwszy dzień wiosny,
chimeryczna niedziela. Od rana
sypały się obficie białe opłatki
śniegu i cofały do korzeni
jeszcze nie wyostrzone sztyleciki traw.
Dzisiaj w chmurach zalęgły się dziury,
więcej dziur.
Pozostaję autsajderką, nawet wtedy kiedy
schodzę ze swojej wieżyczki i słyszę
całe to bulgotanie, trzaski, zgrzytanie i chrzęst
deptanego świata. Przysuwam wizjer aparatu pod oko
i kadruję obraz. W ramce widać dokładnie
całą znikomość mojej planetki, złamany horyzont
i niebo po brzegi wypełnione czernią.
Odcisk skrzydła. Każde dotknięcie pióra
powoduje rysę, ulotny ślad istnienia. Jestem
tylko przypadkową, przycupniętą w cieniu
statystką z tanim aparacikiem w dłoni,
jednak chcę, żeby ktoś jeszcze
zobaczył ten wzór.
Tej zimy nasze ptaszki zjadły 60 kilo słonecznika i 25 kilo innej ptasiej karmy. A to jeszcze nie koniec. Zauważone w karmiku i pod karmikiem, bezpośrednio na ziemi, kolejność od najliczniejszych do najmniej licznych: Sikorki, Dzwońce, Czyżyki, Mazurki, Grubodzioby, Gile, Szczygły, Kwiczoły, Sójki, Kosy.
Nasza biedna chudzinka. Zrobiliśmy mu dzisiaj budkę o wlocie A1, może się rozmnoży, zwłaszcza że występuje w kilku osobach.
Pewien Utopiec, zawstydzany smrodem,
pomyślał sobie: Zrobię przed obchodem
pranie w pianie pod mostem.
Zdjął z siebie wodorosty
i zniknął - nie miał niczego pod spodem.
śpiewana smętnie przy dogasającym ognisku
w trakcie obowiązkowej wieczornej dezynfekcji.