czwartek, 2 grudnia 2021

TRZECIA DAWKA

 

Stary ale jary przedstawiciel grupy desperados, rojącej się pod gabinetem zabiegowym, nie zachowuje dystansu:
 
- Nie chciałem wierzyć w te historie o czipach, ale po drugiej dawce, na świeży jeszcze plaster, przyłożyłem sobie złotówkę. I wie pani, co się stało? Przykleiła się! Dokładnie w miejscu szczepienia. Przykładałem ją potem do innych miejsc na skórze, ale nigdzie się nie trzymała, tylko tam.
 
Po powrocie, od progu przykładam do plastra złotówkę. Moneta zsuwa się z ramienia i znika gdzieś bez śladu. Strzepuję koc, grzebię szczotką pod sofą. Nic, kamień w wodę, kamfora. Historia jak z horroru, albo co najmniej czarnego humoru. Właściwie mogłabym zajrzeć jeszcze pod stary kredens, ale boję się, że znajdę tam tylko kurz i ową ciemność, w której łatwo się zatopić i – kto wie – może nie wrócić już nigdy do świata z szerokim, błękitnym niebem, po którym od czasu do czasu suną strzępiaste obłoki.
 

 

środa, 24 listopada 2021

SPADŁ PIERWSZY ŚNIEG

 Zupełnie mnie ten listopad nie dołuje, wręcz przeciwnie. Drogi są nareszcie ubite i twarde, wolne od letnich wykrotów i wądołów, a las spolegliwie rozstępuje się na boki, odsłaniając ugładzony płat ziemi. Lubię ten rytm: równe ruchy ramion, uderzenia butów o podłoże. Są jak mantra, wprowadzają w amok, w trans. Przeszłość kolonizuje moją pamięć niczym jakiś nadzwyczaj żywotny grzyb. Wystarczy kropla wody, błysk światła raz na jakiś czas, a wspomnienia zaczynają pęcznieć, mielą się, tasują, wysypują się z przetrwalników jak zarodki. Najlepiej przechowują się rzeczy błahe, marginalne, z pozoru mało ważne. Niekiedy pojawia się myśl o tej intymnej fizjologii, do której w gruncie rzeczy sprowadza się miłość, a wtedy dłoń unosi się i zabawnie układa na wysokości serca. Palce wyczuwają jedynie płaski, rozchybotany guzik. Nie szkodzi. Nie muszę czegoś dotknąć, by poczuć, że to mam.