poniedziałek, 18 lutego 2019

O TAŃCU

O zmroku ścieżka tańczy. Bo pięknie jest - dookoła las i błoto. Pewnie mogłaby się zapaść wgłąb jakichś czerni, gdyby nie dywanik lodu, niosący ją nad powierzchnią. Dobrze jest tak zanikać i znowu się pojawiać, w chłodnym świetle, od którego na włosach układają się białe pasemka. Balansować na zakrętach, na czubkach kruchych palców, na zgrubiałych piętach. Zgrabnie omijać szczeliny, w których pełza beztroskie robactwo. Okrążyć wszystkie kontynenty i gdzieś na końcu świata nareszcie zatęsknić. Zanim ruszą dzikie zwierzęta. Zanim się przetoczy kolejne ze stada słońc.

piątek, 11 stycznia 2019

GANG DZIDKA

Czyli: Dawaj zakupy i droga wolna!
Pamiętam, że miałam tylko cztery grahamki i był pewien kłopot...


poniedziałek, 7 stycznia 2019

Z MARSA

Mars wybiera nas sobie czasem. Wypatruje z orbity całymi latami, a kiedy znajdziemy się w pobliżu, niespodziewanie zawiesza na nas czerwone światełko lasera. I już nie odpuszcza. Otwiera w laptopie mieniące się okno, dyskretnie wsuwa do ręki telefon, karteczkę z adresem: Mare Erythraeum, podstawia pod drzwi gotową do drogi kapsułę. Z kabiny widzę jego porowatą cerę. Wciągam w płuca zapach pyłu, rozsypanego przez miliony korników, czy lat. Niejedno wiem o Marsjanach, a jednak czuję przypływ adrenaliny, gdy przez zaparowaną szybę, czy przez sen, dostrzegam ich spaloną promieniami X skórę, obrosłe kamieniem czułki,  czuję ulotną warstewkę ciepła, wciąż pulsującą wokół ich ciał. A On uśmiecha się łagodnie. Śpij, to tylko podróż, wcale nie taka długa - mówi. Jednak istnieje przystanek, na którym wysiądziesz.



Na zdjęciu - Solingen, gdzie obecnie pracuję.

wtorek, 11 grudnia 2018

LIMERYK SPONSOROWANY

Pewien Krab - mister plaży z Łomianek,
miał dość ławic, glonów i bujanek.
Pragnął wcisnąć się z wdziękiem
w rozchyloną muszelkę
lecz - niestety - zaplątał się w wianek.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

BANER

Stuk stuk, stuka sobie jesień i przybija mi pod oknem aktualny bilbord, reklamujący deszcz jesienny deszcz. Nie wiem, jakie środki higieniczne są w tych deszczach, że już po pierwszym praniu zmywają z jesieni całe złoto i purpurę. Pominę, proszę Państwa, opis tła typu black and white, w którym dominuje porcelanowy ząb czasu, przeżuwający poczerniałe w kąpieli liście. Pochylę się nad sceną rodzajową, która - być może - ma przykuć uwagę widza. Rower Mietka-Mietka wydaje się być niezgodny z duchem epoki; podobnie sam Mietek-Mietek jest bez wątpienia wczorajszy. Trochę sobie siedzą, trochę leżą, świeżo wykąpani w oddanej przed chwilą do użytku kałuży. Tymczasem dzisiejsze społeczeństwo ma w nosie banery. Odporne na lans i propagandę, zdrowe społeczeństwo wprawnym ruchem palca wybiera przycisk "pomiń reklamę" i szerokim łukiem omija cały ten chłam.

czwartek, 6 grudnia 2018

INNE BAJKI. ZIELONY.

Nie robię makijażu. Chciałabym mieć bardziej wodniste oczy, dobrze nawilżone kropelkami visine, takie bardziej pasujące do bezchmurnego nieba, przejrzyste, dalekowzroczne, oczy przenikliwe jak szpilki, które się przebiją przez te wszystkie skóry, skorupy, krwioobiegi, materie. I nawet nie skaleczą, nie drasną tego miejsca, które zresztą i tak niczemu nie służy. Specjalnie wymyślonego po to, żeby można było sobie uprawiać jakąś samotność, hodować na parapetach jakąś rachityczną miłość, albo rozpacz, albo mimozowate szczęście. Gdzie może czasem Ktoś przyjdzie, wypali na kanapie jakieś zielsko i wydmucha nosem zielony dym. Chciałabym zobaczyć ten chybotliwy żar, tę iskierkę zielonego światła - może bym wreszcie wiedziała dokąd iść. Noszę permanentny makijaż i może stąd ta długotrwała fatamorgana, zaćma, ta niemożność znalezienia strzałki na drodze. Otwieram oczy, zamykam oczy. Znam miejsce, czas i inne masochistyczne szczegóły, albo nie. Śnię jakiś sen, albo nie. I zawsze żyję.


poniedziałek, 19 listopada 2018

PAN LAS

Las już nie wierzy.Tyle tysięcy lat wytrzymał żeby nie nabroić, nie dopuścić się żadnego grzechu wagi cięższej niż liściowa. Tyle lat brał sobie do łyka wszystkie te pierdóły o ostojach, majestatach, wszystkie te farmazony o konsekwencjach, sądach nieomylnych i nie daj Boże ostatecznych. Więc za co, drogi Boże co się stałeś człowiekiem, te plagi egipskie, ten syf, trąd, te zarazy morowe? Nie zdziw się, Arcysprawiedliwy, gdy coś się zadzieje. Pan Las się upije lub napali maryśką, skonsumuje grzybki, a potem wywoła awanturę pod wpływem. Na razie trochę się wlecze, trochę chwieje, trochę podbiega jak starawy pies. Złośliwie rozwija szurpatą ścieżkę i podstawia nogę gapiowatym traperom. Taki żarcik, hulajdusza - na próbę. Skręcona kostka na dobry początek. To się dopiero zaczyna.