Anioł nie śpi, macha skrzydłami ostrzegawczo, rozpaczliwie. Zna moją słabość: nie wierzę w anioły. Jednak jest sprytny, ma swoje sposoby. Kiedy się zbliżam, skrzydła przyjmują postać furkoczących na wietrze kartek papieru, przybitych boleśnie pinezkami do drzew. Kleszcze! - krzyczą wielkimi literami. Uwierz! - radzą - to złe kleszcze, przepełnione czerwoną, niebezpieczną krwią! Kartki dają się dotknąć, dźgnąć paznokciem, zostawiają ślad kurzu na palcach. Jednak w miejscach, gdzie druk jest drobny, nie pozwalają się odczytać. To, przed czym jeszcze ostrzegają, jest tutaj i nie odpuści. Będzie czekać cierpliwie, nagrzewać się w słońcu, kryć się w zieleni, przygasać przy księżycu. O zmroku będzie oświetlać mi drogę. Wie, że wrócę, bo inaczej już zawsze będę nieszczęśliwa. Umrę – mówię do siebie, ale nie wierzę. Mam nieśmiertelne ciało. Nie zabija mnie ból. I nie przeraża czerwień. Wokół mnie, we mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz