Telewizja straszy: pożre nas Smog. Kłapnie paszczęką i będzie po wszystkim. Dla równowagi są i dobre newsy. Znaleziono kolejną kandydatkę na nową Ziemię. Kołysze jakimś białym karłem w gwiazdozbiorze Wagi. Gdybym miała swoje 10 lat, to bez wątpienia - wzorem bohaterskiej Łajki czy Gagarina - już bym wsiadała do cudownej rakiety. I bajo bongo, żegnaj znajome, witalne Słońce, hallo nowe - nieważne, że stare i wypalone. Jednak obecnie jeszcze nie jestem gotowa. Jeszcze mi nie odrósł zbity paznokieć, nie uprasowałam, nie zjadłam, nie napisałam. Są też powody ściślej tajne: telewizja donosi, że powraca Wiosna. Zamierzam ją szpiegować, gdy zacznie włóczyć się po polach. Może mnie doprowadzi do wiadomej studni. Zajrzę, zasięgnę języka. Przesłucham szczerbate wiadro, od Bóg wie kiedy gryzące się z tlenem. Pogadam ze znudzonym, skazanym na wieczną wędrówkę kaloszem. Może wreszcie się dowiem, gdzie jest ten kranik, z którego ciurka żywa woda. A może tylko się upewnię, że studnia - to jedynie głuchoniema cembrowina, sina jak dal, w którą odejdę. I żadna wiosna tego nie zmieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz