niedziela, 13 grudnia 2020

STRACHY na LACHY

To się zdarzyło gdzieś tutaj, zanim spadły liście. Nikt nie ma pojęcia, co się wtedy stało. Wszedł między drzewa i zniknął; został po nim rower. Gdzieś tutaj umarł, w tym bagnie i sitowiu – bo jak wyjaśnić takie zaginięcie? To jest las. Robi się późno, a ja zeszłam ze ścieżki. Rozdeptuję butami kruche opłatki lodu. Kto wie, co jest pode mną. Liście, korzenie, mrówki, może martwy mężczyzna – leżą w swoim tajemnym porządku, warstwami. Jakaś folia zaczepiona o gałąź szeleści bez końca. Nic jej nie zagłusza, nawet moje kroki, coraz mniej delikatne, coraz szybsze. Biegnę? Tak, wiem, nic mnie nie goni oprócz ciemnej chmury. Jednak się boję, że się pojawi. Mój strach – jedyna rzecz, której się teraz boję.

 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz