Stwórca miał chyba dzisiaj przeciwsłoneczne okulary i fazę na taśmową produkcję artefaktów w wersji pogrzebowej: tu czarna dziura, ówdzie jakieś wygasłe gwiazdy, tam obłok wron. Te ostatnie teleportują się na drzewach, partaczą guanem i tak już umartwioną ziemię. Umrzesz, kraczą, będziesz leżeć w grobie i umrzesz. Nie będzie żadnego światła, żadnego nieba, tylko czarne żuki i korzenie drzew. Niezrażeni Jehowi - jak gdyby nigdy nic, z uśmiechem - wrzucają mi do skrzynki najnowszy folder reklamujący Raj. Przyglądam się temu wszystkiemu z orbity, z mojej stacji, bezpiecznie oddzielonej od toru białą linią okna. Kilka razy w roku, przed każdym większym świętem, poleruję je mokrą ścierką i antyseptycznym płynem o syntetycznym zapachu awokado. Tak może pachnieć wygrzana słońcem ziemia. Dostępny Raj.
sobota, 17 marca 2018
piątek, 16 marca 2018
gu-guuu-gu
Eh te sierpówki, po kupry w idylli,
On u-gu-guu-gli, a ona uskrzydli,
Ona zniesie patyk, on jajka ułoży,
On w pół-obrączce, ona w pół-obroży.
On u-gu-guu-gli, a ona uskrzydli,
Ona zniesie patyk, on jajka ułoży,
On w pół-obrączce, ona w pół-obroży.
poniedziałek, 12 marca 2018
Przenikanie
Światło sączy się z nieba, ale jest go za mało. Ciemność wypełza z gawry. Można ją wziąć za zalążek nocy, a towarzyszący jej fetor za wieczorną woń podwórek, otwieranych obór, pompowanych w krzaki szamb. Nikt się tu nie spodziewa jakiejś apokalipsy, żadnych piekieł, czeluści. Również moje myśli krążą wokół zwyczajnych spraw. Kiedy zauważam, że ktoś szedł przede mną, dostrzegam atrybuty prawdziwego mężczyzny: odcisk gumiaka na kretowisku, jakieś pety, puszkę po Żubrze. I naraz w miejscu, gdzie ludzkie ślady krzyżują się z sarnią ścieżką, dobrotliwy świat przenika się ze złowrogim, ciemnym. Nadludzka siła przykuwa mnie do ziemi, trzyma mocno, nie pozwala odejść. Potrzeba wielu sekund, wielu szarpnięć, gwałtownych uderzeń serca, żeby zrozumieć, że ktoś zastawił tu sidła. Tropiłam diabła.
środa, 7 marca 2018
Inne bajki. Pomarańczowy.
Przesypiam wiele takich poranków. Z zamkniętymi oczami leżę na plecach, pod wirującym sufitem, pod zsuwającą się kołdrą, pod całym tym rozpędzonym niebem, przesuwającym się ze wschodu na zachód. A światło już jest. Już się pali, barwi smugi kondensacyjne, kabiny samolotów, młodych mężczyzn mocno trzymających stery. Szybko płowieje, jednak może odzyskać intensywność. Na monitorze, na siatkówce, tuż nad skórą. To taki zaświat, do którego można wejść tylko bez ciała.
piątek, 2 marca 2018
Inne bajki. Czerwony.
Anioł nie śpi, macha skrzydłami ostrzegawczo, rozpaczliwie. Zna moją słabość: nie wierzę w anioły. Jednak jest sprytny, ma swoje sposoby. Kiedy się zbliżam, skrzydła przyjmują postać furkoczących na wietrze kartek papieru, przybitych boleśnie pinezkami do drzew. Kleszcze! - krzyczą wielkimi literami. Uwierz! - radzą - to złe kleszcze, przepełnione czerwoną, niebezpieczną krwią! Kartki dają się dotknąć, dźgnąć paznokciem, zostawiają ślad kurzu na palcach. Jednak w miejscach, gdzie druk jest drobny, nie pozwalają się odczytać. To, przed czym jeszcze ostrzegają, jest tutaj i nie odpuści. Będzie czekać cierpliwie, nagrzewać się w słońcu, kryć się w zieleni, przygasać przy księżycu. O zmroku będzie oświetlać mi drogę. Wie, że wrócę, bo inaczej już zawsze będę nieszczęśliwa. Umrę – mówię do siebie, ale nie wierzę. Mam nieśmiertelne ciało. Nie zabija mnie ból. I nie przeraża czerwień. Wokół mnie, we mnie.
sobota, 24 lutego 2018
Mumie
Mogłabym zostać badaczką mumii. Krążyć bezszelestnie z cieniutką pęsetą, odchylać suche włókna, prześwietlać doczesne szczątki nieśmiertelnych. Odkrywać jak żyli, co jedli, pili, co budowali, kogo płodzili, kiedy tracili oddech, zapadali w śpiączkę. Potem umierali - tylko na jakiś czas. Teraz wprawdzie wyglądają jak martwi, ale nie obracają się w proch.
Myślę o mumiach obserwując muchę, która, bzycząc, natrętnie obija się o mnie. To może być ta sama, która przez jakiś czas, bez jakichkolwiek oznak życia, leżała obok cukru na półce. Jednak mając tylko starzejące się, śmiertelne ciało, niczego nie można być pewnym.
wtorek, 20 lutego 2018
Kiełki
Wiatr bywa w szuwarach, bo lubi torebki. Potrząsa nimi jak skarbonkami, odchyla klapki, podnosi wieczka. Zagląda z ciekawością w otworki, woła: "a kuku, co z was wyrośnie?".
Nasionka są zniecierpliwione. Kończy się zima, swędzą je kiełki. Dość mają zawodzenia, że to za wcześnie, że nie są gotowe, że niby należy posiedzieć przed podróżą. Chcą się wysypać, nabrać wiatru w żagle.
Odlecą z jednego gąszczu w inny gąszcz. Nikt jeszcze nie wie gdzie wykiełkują.
Nasionka są zniecierpliwione. Kończy się zima, swędzą je kiełki. Dość mają zawodzenia, że to za wcześnie, że nie są gotowe, że niby należy posiedzieć przed podróżą. Chcą się wysypać, nabrać wiatru w żagle.
Odlecą z jednego gąszczu w inny gąszcz. Nikt jeszcze nie wie gdzie wykiełkują.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
