Esy
floresy abrakadabra. Manifestacja ciemnej strony nieba: stal, rdza,
kilka groźnych pomruków i biblijny potop w skali mikro. Więcej nie
pamiętam. Budzi mnie gołąb, kiwająca na mnie z okna wiotka gałązka
świtu. Teraz mogę się wygrzebać, wyłuskać, wydostać. Jeszcze tylko łyk
kawy, pszczeli taniec w cienistym pokoju. Trzeba się spieszyć, zdążyć,
jest późno, najwyższy czas. Wchodzę w mgłę, już rozproszoną, niepewną.
Wystarczy lekki oddech, by wprawić ją w panikę. W mgłę wygrzebują się
zwierzęta: pancerne jaszczurki, kolorowe ślimaki podobne do cukierków.
Słyszę chrzęst miażdżonych przez szczęki muszelek. Poza tym cisza. Nie
ma słów, nic się nie wydarza. No właśnie: co mogłoby się wydarzyć?
czwartek, 11 czerwca 2020
wtorek, 2 czerwca 2020
czwartek, 28 maja 2020
środa, 27 maja 2020
DOTYK
Czasami
chciałoby się dotknąć czegoś innego, jakiejś obcej drobiny. To mógłby
być na przykład skamieniały belemnit czy nadtopiony fragment
meteorytu. Najlepiej, żeby trafić na to znienacka. Wziąć w dwa palce,
obrócić. Jednak przed żywym obcym odruchowo się wzdragam. Te czułki, te haczyki,
te włoski na odnóżach! Nic tak nie brzydzi jak dotyk obcego. Wieczorny chłód spowalnia mu ruchy, więc tylko kołysze się na boki.
Desperacko, jakby chciał mnie uśpić. Na zawsze. I byłby spokój.
środa, 13 maja 2020
DESZCZ
I
po deszczu. Przemokniętym jabłoniom otwierają się pąki. Każda ma
nektar, zapach i nie istniejącą jeszcze pszczołę. Lśnią jak latarnie, jak
anteny, jak usta i oczy dziewczyn, wracających do domu po całym dniu
siedzenia na kasie. Wszystkie skierowane w nikłe smużki światła, w
rozbryzgi słońca na niebie, w mrugające tu i tam latarnie, w rozpalające się
ekrany komórek. Czekasz? Czekam. Czekaj, będę.
sobota, 9 maja 2020
sobota, 18 kwietnia 2020
INNE BAJKI. POMARAŃCZOWY.
Budzę
się i powietrze nadal cuchnie krematorium. Rzeczywistość odrasta jak
perz po orce. Z wiecznie żywych kłączy, z nabrzmiałych nasion, z pyłu,
prochu, ze wszystkich stron. Przez okna karetki dostrzegam pomarańczowe
kombinezony ratowników medycznych. Trudno uwierzyć że to dzieje się
gdzieś tutaj, pod rozświetlonym niebem, pośród starych dobrych dróg i
pól. Cała ta walka, poświęcenie, niemoc, orka, wszystkie te tragedie,
wydają się równie nierealne jak głód w Etiopii czy czołgi w
Afganistanie. Sama robię niewiele. Właściwie nie robię nic. Lustruję
szafki i lodówkę: mąka i zakwas, jajka, kapusta, karton mleka, olej.
Wystarczy by przeżyć. Chodzi o podtrzymanie prostych procesów
fizjologicznych. To nie pora na takie rzeczy jak wolność, myślenie,
piękno czy szczęście. Tym z determinacją zajmują się profesjonaliści.
Zapewne wkrótce dostanę rok ważności konta, skuteczny lek na wzdęcia i
wybranego prezydenta. I od tej pory wszystko będzie inne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



