sobota, 25 lutego 2023

NATRĘCTWA

mogłabym zostać badaczką mumii
bezszelestnie krążyć z cieniutką pęsetą
rozchylać suche włókna doczesne szczątki
nieśmiertelnych którzy wprawdzie
wyglądają jak martwi jednak
nie obracają się w proch. mogłabym
badać jak żyli co budowali
czy kogoś płodzili kiedy tracili oddech
i umierali - tylko na jakiś czas
 
myślę o mumiach obserwując muchę
która natrętnie obija się o mnie
to może być ta sama która przez jakiś czas
bez oznak życia leżała obok cukru na półce
 
jednak mając tylko starzejące się śmiertelne ciało
niczego nie można być pewnym


piątek, 17 lutego 2023

MROCZKI

czarne koty to męty uwięzione w ciałku
szklistym oka odpryski siatkówki skrzepy
martwych tkanek wyeksploatowanych
gruczołów łzowych
plastry z krwi

mają się dobrze w jasnym i gładkim
krajobrazie stron na powierzchni kartek
leżą i czekają cierpliwie kiedy zatrzymuję
wzrok na spokojnej frazie
skaczą jak poparzone kiedy i ja skaczę
z wersu na wers potykam się
o szorstki druk z drżeniem serca
sprawdzam zasięg pola widzenia

lekceważę ich wieczny marzec
koci pęd do prokreacji
będę je topić w potokach
suplementów diety witamin i minerałów
w słabnącym świetle od którego bolą oczy


środa, 15 lutego 2023

Z MARSZU


 to nie jest próbny alarm jakieś
ćwiczenia jakaś kompletna dziecinada
jeszcze nie widzą tego służby a państwo
nie myśli o konsekwencjach
nie piszą o tym w brukowcach ani
w policyjnych komunikatach
to się zaczyna

niepostrzeżenie kiedy operator ślepnie
w ciemnym przedpokoju gdy 
policjant w dyżurce zapada
w drzemkę nad kubkiem stygnącej herbaty
antyterrorysta zrzuca kamizelkę i pada
na sofę pośród eksplozji i serii z telewizora
ty sam śpisz w wannie
zimny jak nieboszczyk
gdy miasto drga od kamiennych snów

o kamienne bloki uderzają drzewa
kroczą na szczudłowatych nogach
jak obcy jak patykowate

potwory nie z tego świata
to się dopiero zaczyna
 

 

wtorek, 14 lutego 2023

Z CYKLU: MĄŻ OGRODNICZKI

 kolejne walentynki
w ramionach męża
kosz sałaty

 

 
zajrzałam dzisiaj do folii i trochę mnie ta sałata zaskoczyła...

poniedziałek, 13 lutego 2023

MIŁOŚĆ

Do miejsca oznaczonego dziką czereśnią napływa
miłość. Wprawia w drgania wszystkie struny 
tego świata - światło, powietrze, krtań.
Miłość! - pieją poeci, zagrodowe koguty. Nawet
niebieski ptaszek, w obliczu miłości,
staje się bezwolny. Jest pięknie - śpiewa -
przed nami długie lata. Wierzę, że wszystko
zniosę. W tej oto dziupli zbuduję gniazdo,
a z pestki, która przejdzie krętą drogę przez
mój brzuszek, wyrośnie nowe
drzewo - mam nadzieję. A miłość napływa,
ze świata czterech stron, z jarzębinowych dróg.
Zajmuje wszystkie miejsca w pierwszym rzędzie,
bo jest ważniejsza. Niż sama ukochana.
 
 

poniedziałek, 6 lutego 2023

SŁUSZNIE I ZBAWIENNIE

Podoba mi się pomysł Babińca Literackiego na cykliczną publikację powtórzeń "Krótkiej piłki". Podziwiam Izę Izabela Fietkiewicz-Paszek za jej publikacje, jednak za odcinek poświęcony Ka Klakli Ka Klakla jestem jej wdzięczna i to dozgonnie. Twórczość autorki, jej język, niezwykły ale też bezlitosny świat jej prozy i poezji spadły na mnie jak strumień lasera, jak manna, balsam na skołataną duszę i ciało. :-)
 
ŻAŁOBA PO KOCIE
 
Traktuję tę książkę bardzo osobiście. Z pobudek narcystycznych: cały tomik jest o mnie. Nie ma wiersza, w którym bym na znalazła jakiejś cząstki własnych doświadczeń. Każdy wiersz legitymizuje moje widzenie świata, całą gamę moich emocji i uczuć. Mało tego -wyciąga do mnie rękę i mówi: To jest w porządku, masz prawo czuć to wszystko: tęsknotę, samotność, lęk przed przemijaniem, potrzebę bliskości, ale też zaistnienia w świecie. Jednak nie za wszelką cenę. "nie zgadzam się na spóźnioną zorzę" - pisze poetka. Trafia w sedno.
 
Dla kogoś, kto tak jak ja, ma problem z dostępem do własnego wnętrza i generalnie nie pozwala sobie na zbyt wiele, poezja Ka Klakli może działać wyzwalająco i oczyszczająco. Czasami łapię się na tym, że traktuję jej wiersze nieco instrumentalnie, że używam ich jako protezy, która zastępuje mi własne braki w wyrażeniu buntu przeciwko zniewoleniu wychowaniem, oczekiwaniami innych, tradycją, religią, patriarchatem, ale też własnymi ambicjami, marzeniami, oczekiwaniami. Także buntu przeciwko temu, z czym się zderzam przez całe długie życie: przeciwko segregacji ludzi ze względu na płeć, statusu majątkowy, kompatybilność z jedynie słusznymi nurtami politycznymi i wyznaniowymi. 
 
Dotarcie do sedna obserwowanych zjawisk nie zawsze jest dla mnie proste, zwłaszcza gdy w grę wchodzi przemoc i opresja. Dla przykładu: widzę relację z pielgrzymki fanatycznych rycerzy i pierwsze, co się pojawia, to dezorientacja i lęk, chęć ucieczki.
"monokultura z bezpłciową fragmentacją plechy i
z dzieworództwem na sztandarach w kolorze krwi" - czytam u Klakli i, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przychodzi oczyszczający gniew.
 


niedziela, 29 stycznia 2023

IDEOLOGIA. Z TROSKI

 

Jest niedziela. Mogłabym zapomnieć, że to dzień świąteczny, gdybym nie wyjrzała przez okno. Widzę parking pod kościołem, wypełniony po brzegi wypastowanymi limuzynami wiernych. To nie jest miejsce analogiczne do zapchanego parkingu pod supermarketem. To mała wieś, gdzie wszyscy się znają i od czasu do czasu dostaję czytelny sygnał, że moja nieobecność w tym miejscu i czasie nie pozostaje niezauważona.

Ręka mi się wyciąga do półki z książkami. Gniecie mnie, żeby coś napisać o "Ideologii" Jarockiej. Znane mi recenzje nie dotykają jądra tego, co mi się urodziło w trakcie czytania. Niestety, pożyczyłam książkę siostrze, więc trudno, będę pisać z pamięci. Najwyżej coś pokręcę, sorry.

Co mam w pamięci? Zacznę od tego, co zwyczajne. To grupa trzech osób w średnim wieku, żyjąca "po bożemu": mąż, żona i opiekunka społeczna. Ich życie zagarnęła wszechobecna opresja: tradycja, patriarchat, odgrywanie narzuconych ról społecznych. W efekcie popadli w czarną dziurę, odrętwienie, marazm, chorobę. Nawet troska, którą sobie okazują, zdaje się być niczym więcej, jak realizacją wizji siebie jako miłosiernego Samarytanina.  Dużo tu opresyjnego uprzedmiotowienia, narzucania siebie, odpłaty, wzajemnego świadczenia sobie usług. Próżno szukać tu empatii czy prób zrozumienia, za to widać jak na dłoni bezużyteczność dobrych uczynków w drodze do przemiany życia na bardziej szczęśliwe. Egzystencja w zawężonej przez opresję, zakrzywionej perspektywie, nieuchronnie spycha bohaterów do jednoosobowego świata, w którym jedyne, co ich spotyka, to egocentryczna samotność.

Bohaterka nie chce takiej wegetacji, marzy o otwarciu dziury w brzuchu, za którą znajduje się szczęście. I chyba jej się to w końcu udaje, przynajmniej częściowo, bo skąd by się nagle wzięła ta trójka młodych ludzi, którzy mają przed sobą tylko jeden cel: Życie. 

Nie ma w nich ani grama troski, ani o przyszłość, ani o zaspokojenie elementarnych potrzeb. Nie oznacza to, że żyją w ascezie, że się głodzą, chłodzą i chodzą w łachmanach - wręcz przeciwnie: jedzą, piją, palą, kochają i uprawiają miłość. Świat nie jest dla nich łaskawy, próbuje ich pojmać, przechwycić, ale oni potrafią się wymykać na swoją łąkę z dębem, położoną gdzieś poza miejscem i czasem, gdzie dzieją się rzeczy sprzeczne z moim zdrowym rozsądkiem i doświadczeniem. Znaleźli przejście, a tym, co legitymuje ich pobyt w owym szczęśliwym miejscu, jest beztroska. Niespecjalnie przejmują się przyszłością, nie przywiązują też wielkiej wagi do swoich potrzeb. Jest w ich postawach afirmacja świata, także tego innego, z którego udaje im się czasami wyrywać. Jest zgoda na to, na co nie mają wpływu. Bycie ze sobą sprawia im radość, nawet w obliczu niepowodzeń i przeciwności, jakie niesie los, a ich zatroskanie o innych nie jest zakamuflowaną formą troski o siebie. W konsekwencji nie biorą na barki największego ciężaru: chęci kontroli nad tym, co ich spotyka, bądź może spotkać w przyszłości. Wobec braku potrzeby podporządkowania sobie świata - nie doświadczają frustracji oraz poczucia zagrożenia.

Może to głupio zabrzmi, ale w książce Jarockiej natknęłam się na coś świętego. Owo "coś" nie ma żadnego związku z tym, co w tej chwili rozgrywa się pod moim oknem: z parkingiem pod kościołem, wypełnionym po brzegi wypastowanymi limuzynami wiernych. Mam w związku z tym kilka pytań: Co to za otwór w brzuchu, przez który tak trudno jest się przecisnąć? Czyżby ucho igielne? Co to za piękne, wypełnione szczęściem i miłością miejsce, które każdy z nas ma w sobie, otwarte dla każdego, ale dostępne dla nielicznych; nie wymagające żadnych aktów religijnych, ani etycznych, a jedynie beztroski? Królestwo Boże? O czym, o kim Ty, Jarocka, piszesz? O Jezusie?