Gabrych
leży w śniegu i robi anioła. O Boże! – jęczy, Boże! Bóg tylko wzdycha
– dobrze zna te śpiewki. I doprawdy traci resztki cierpliwości dla rzeszy tych swoich korporacyjnych aniołów, o głosach aksamitnych, szatach
złotych a skromnych, które z takim zapałem stygmatyzują, potępiają,
dzielą i rządzą. Ku Jego chwale – rzecz jasna – i w imię interesów. Może
by miał ochotę trzasnąć jakimś gromem, czy choćby pomrukiem w stylu:
„idź do diabła”. Dziś jednak jest pochłonięty bieleniem świata. Wyjmuje z
chmury kropelkę wody, rozgniata ją w palcach, „płatek” – mówi i Płatek
szybuje pośród stada wróbli, „gwiazdka”- mówi i Gwiazdka ląduje na
szczycie jodełki, „śnieżynka” – mówi i Śnieżynka spada na czoło
Gabrycha. Bóg zauważa jego łysą głowę, łyse opony jego roweru, zszargane
portki, smród piwska z ust. Ach, to ty, Gabrielu – mruczy. Wyjmuje z
chmury kropelkę wody, rozgniata ją w palcach, „opłatek” – mówi i Opłatek
szybuje pośród Płatków, Gwiazdek i Śnieżynek. A kiedy Gabrych otwiera
usta, żeby podjąć swoje: „O Boże, Boże!” – Opłatek wpada do wnętrza i
układa się na języku.
piątek, 8 stycznia 2021
BIEL
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz