sobota, 16 stycznia 2021

COŚ BRZYDKIEGO

Szyszka wiedziała: na początku zawsze chodzi o ciało. To się zaczęło, kiedy znalazła zawiniątko. Miało swojski kształt i rozmiar paczki papierosów, ale, o dziwo, zostało ukryte. Ktoś je zawinął w Trybunę Ludu i wsunął w głąb szafy, za stos ręczników i halek. Budziło niepokój - w domu Szyszki wszystko zawsze leżało na wierzchu. Paczki Klubowych przewracały się po stołach, w każdej chwili można było wyciągnąć papierosa, potrzymać w zębach, albo nawet zapalić, cisnąć peta do szufli z węglem i nikt by niczego nie zauważył. Zawiniątko skrywało karty do gry. Zawiedziona Szyszka odwróciła talię i wtedy zobaczyła damę pik. Królowa była naga. Szyszka przyjrzała się jej uważnie i po raz pierwszy zmierzyła się ze sobą. Coś się zadziało z jej sercem i oddechem. Jej włosy okazały się za proste, zęby za żółte, a piersi? Piersi to była istna katastrofa. I te fałszywe tony, gdy próbowała zaśpiewać z Santorką. Od tego dnia wiele się zmieniło. Szyszka porzuciła swoje rzeźby z mąki i gęsich jajek. Nie powiedziała wierszyka na apelu, bo gula w gardle zatrzymała wszelkie słowa. Do jej tornistra zakradł się bałagan, a w piórniku zawsze czegoś brakowało. Nie poprosiła o pożyczenie temperówki, bo koleżanka na pewno by pożałowała. Mijały lata, aż kiedyś ciało Szyszki wypiękniało. Wiele się wtedy zmieniło. A może było odwrotnie, może najpierw wiele się zmieniło i wtedy Szyszka dostrzegła owo piękno. Dziś w dalszym ciągu tak wiele się zmienia i Szyszka ma coraz więcej wątpliwości: czy na początku zawsze chodzi o ciało?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz