Szyszka wiedziała: na początku zawsze chodzi o ciało. To się
zaczęło, kiedy znalazła zawiniątko. Miało swojski kształt i rozmiar paczki
papierosów, ale, o dziwo, zostało ukryte. Ktoś je zawinął w Trybunę Ludu i
wsunął w głąb szafy, za stos ręczników i halek. Budziło niepokój - w domu
Szyszki wszystko zawsze leżało na wierzchu. Paczki Klubowych przewracały się po
stołach, w każdej chwili można było wyciągnąć papierosa, potrzymać w zębach,
albo nawet zapalić, cisnąć peta do szufli z węglem i nikt by niczego nie
zauważył. Zawiniątko skrywało karty do gry. Zawiedziona Szyszka odwróciła talię
i wtedy zobaczyła damę pik. Królowa była naga. Szyszka przyjrzała się jej
uważnie i po raz pierwszy zmierzyła się ze sobą. Coś się zadziało z jej sercem
i oddechem. Jej włosy okazały się za proste, zęby za żółte, a piersi? Piersi to
była istna katastrofa. I te fałszywe tony, gdy próbowała zaśpiewać z Santorką.
Od tego dnia wiele się zmieniło. Szyszka porzuciła swoje rzeźby z mąki i gęsich
jajek. Nie powiedziała wierszyka na apelu, bo gula w gardle zatrzymała wszelkie
słowa. Do jej tornistra zakradł się bałagan, a w piórniku zawsze czegoś
brakowało. Nie poprosiła o pożyczenie temperówki, bo koleżanka na pewno by pożałowała.
Mijały lata, aż kiedyś ciało Szyszki wypiękniało. Wiele się wtedy zmieniło. A
może było odwrotnie, może najpierw wiele się zmieniło i wtedy Szyszka
dostrzegła owo piękno. Dziś w dalszym ciągu tak wiele się zmienia i Szyszka ma
coraz więcej wątpliwości: czy na początku zawsze chodzi o ciało?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz