środa, 27 stycznia 2021

O MORZACH I OCEANACH

Chłopak, którego imienia
nie mogę sobie przypomnieć,
pokazał mi łódkę z kory.
Po wielu latach,
na Naszej Klasie napisał mi,
że to była miłość.

Wydawała się lekka, zamszowa
w dotyku, doskonała. Tego dnia,
siedząc w szkolnej ławce zrozumiałam:
nie

wystarczyło powiedzieć: daj, proszę, albo
wybąkać jakieś bzdety. Milczałam.
W tamtych odległych czasach

słowa pączkowały gdzieś w okolicy
wyciętych migdałków, nadymały się
do rozmiaru odpustowych balonów
i nie mogłam wycisnąć ich na tamtą stronę,
chociaż czasami – uwierzcie,
proszę – zbierałam całą odwagę.

Wzięłam sprawy w swoje ręce. Tak
poznałam nieprzydatność próchna,
zajadły opór drewna,
tępotę kuchennego noża. W akcie
kapitulacji złożyłam pierwszą

łódkę z papieru. Wkrótce z zapałem
wodowałam kolejne arkusze Trybuny Ludu,
kolejnych towarzyszy, papieży,
normy i plany pięcioletnie.

Łódki krążyły w wolnym nurcie,
by po chwili osiąść na mieliźnie.
Tutaj, na tej rzeczce, pod mostkiem.
Z daleka od mórz i oceanów.


 

1 komentarz: