niedziela, 1 stycznia 2023

WIARA, NAUKA I NAGA MAŁPA

 "Pan będzie szeptał twoje imię" - Pani Ania, Messenger.

 
Irytują mnie nawiedzeni intelektualiści. Pamiętam, jak wkurzył mnie Rafał Ziemkiewicz, gdy plótł o Mickiewiczu jakieś bzdury od czapy. A teraz Marek Abramowicz wyskoczył ze swoją tezą, że „Fizyka jest dziś o wiele bliżej uznania istnienia Boga jako aktywnego elementu obiektywnej rzeczywistości". Link do artykułu był na wszystkich onetach, na pewno wielu poznało jego treść. Z oczywistych powodów czuję się niekompetentna, za słabo wykształcona i w ogóle niezdolna do podjęcia tematu. Ale nie znoszę, gdy widzę czarno na białym, że ktoś mi robi papkę z mózgu. Jesteś, człowieku, zawodowym myślicielem, z racji profesji wywierasz wpływ na światopogląd bliźnich, to weź i się ogarnij zanim coś opublikujesz!
A tu dzisiaj niespodziewanie Andrzej Dragan dostarczył mi przyjemnej satysfakcji, rozprawiając się z irytującą arogancją i bufonadą Abramowicza.
Spinający artykuł wątek Einsteina, jego wiary w wizję świata zbudowaną na XIX-wiecznych przesądach i niewiary w Boga pozostawię w spokoju jako zbyt oczywisty.
Ważne wydaje mi się zauważenie, że nauka wcale nie jest skażona paradygmatem ateizmu. Problem jest tego rodzaju, że zagadnienie istnienia bądź nieistnienia Boga nie jest dla nauki interesujące. Ponadto nauka niczego nie udowadnia. Popatrzmy: Wielu z nas chociaż raz w życiu prowadziło jakieś badania naukowe, chociażby na potrzeby magisterki. Towarzyszyły temu jakieś założenia, badania, wyniki, zestawienia, wnioski. Coś się potwierdziło, albo nie. Trzeba było przyswoić określoną liczbę publikacji. To wydaje się zrozumiałe samo przez się, że rolą nauki nie jest udowadnianie czegokolwiek, lecz wręcz odwrotnie - empiryczne obalanie kolejnych hipotez i poddawanie ich pod weryfikację, poprzez publikacje w czasopismach naukowych. Gdzie tutaj miejsce dla transcendencji? Próbujemy się czegoś dowiedzieć i coraz bardziej rozumiemy, że jesteśmy na początku drogi.
W dalszej części artykułu autor rozprawia się z kolejnym twierdzeniem - rodem z filmów popularnonaukowych - o wyjątkowości stałych fizycznych wszechświata, prowadzących do biologicznej złożoności. Demaskuje niedobory logicznego myślenia przedmówcy, prowadzące do teorii o konieczności istnienia alternatywnego świata pełnego krasnoludków. Ufff, miód na uszy.
Zatrzymały moją uwagę dywagacje Dragana nad niezrozumieniem, czym jest nieprzewidywalność obiektów kwantowych. Chyba wielu z nas widziało w telewizji jakieś filmy popularnonaukowe, których autorzy fascynowali się kwantami. To jest naprawdę niesamowite, że każda obserwacja obiektów kwantowych wpływa na ich stan. Miałam z fizyką do czynienia tyle co kot napłakał, ale wydaje mi się oczywistym, że - jak to uzmysławia czytelnikowi Dragan - obserwuje się tu oddziaływanie między obiektem kwantowym a zewnętrznym urządzeniem pomiarowym, że świadomość nie ma tu w ogóle nic do rzeczy. Zastępowanie roli mózgu wolną wolą, duszą i innymi aspektami naszej jaźni wydaje się żałosnym nadużyciem.
Na zakończenie przytoczę fajną myśl Dragana na temat naszej kondycji we wszechświecie: "z ewolucyjnego punktu widzenia jesteśmy pewnym tymczasowym stadium pośrednim pomiędzy rozwielitką a czymś, co zastąpi nas za miliony lat i co przekroczy nas intelektualnie w sposób trudny do wyobrażenia."
Artykuł napisany jest łatwym, barwnym językiem, z szacunkiem dla inteligencji przeciętnego odbiorcy. Warto poświęcić pół godzinki, a może nawet mniej.
 

Andrzej Dragan: Skoro fizycy grzęzną w elementarnych pytaniach, skąd odwaga, by pytać o naturę Boga?


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz