Ciepło uderzają ze zdwojoną siłą - nie opieram się. Ładuję akumulatory, te prawdziwe, z plusami i minusami. Na sto procent.
W Nowy Rok odkryłam w Rezerwacie Turzyniec nowe siedlisko bobrów. W północnej części Wału już nie mają co ciąć, więc się przeniosły trochę bardziej na południe. Od czterech dni ganiam za nimi z kamerką, mam w nogach 39,8 km przez lasy (sprawdzone przez Traseo) i prawy but przesiąknięty śmierdzącą wodą z bagna (wdepnęłam w norę).
Filmików na kamerce jest kilka. Na jednym z nich widzę wyraźnie, jak moje podstępne ciało próbuje popełnić samobójstwo: porusza się sztywno, marynarskim krokiem, wypuszcza z rąk jakiś badyl i pac, pada na tyłek. Takie kruche, wychuchane, w miodowej kurteczce, podatne na złamania, pęknięcia, zwichnięcia - nagle łup i leci na zatracenie, aż po ostatni, zatrzymany kadr.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz