sobota, 19 grudnia 2020

WIEŚ TAŃCZY I ŚPIEWA

Oburzył się Rokita: Nie obarczaj nas winą!
To nie są bezwstydne amory pod olszyną,
Lecz przysługa sąsiedzka:
Drapiemy się po pleckach
Z uczynną żoną Graba - Drabiną.



niedziela, 13 grudnia 2020

STRACHY na LACHY

To się zdarzyło gdzieś tutaj, zanim spadły liście. Nikt nie ma pojęcia, co się wtedy stało. Wszedł między drzewa i zniknął; został po nim rower. Gdzieś tutaj umarł, w tym bagnie i sitowiu – bo jak wyjaśnić takie zaginięcie? To jest las. Robi się późno, a ja zeszłam ze ścieżki. Rozdeptuję butami kruche opłatki lodu. Kto wie, co jest pode mną. Liście, korzenie, mrówki, może martwy mężczyzna – leżą w swoim tajemnym porządku, warstwami. Jakaś folia zaczepiona o gałąź szeleści bez końca. Nic jej nie zagłusza, nawet moje kroki, coraz mniej delikatne, coraz szybsze. Biegnę? Tak, wiem, nic mnie nie goni oprócz ciemnej chmury. Jednak się boję, że się pojawi. Mój strach – jedyna rzecz, której się teraz boję.

 


 

wtorek, 1 grudnia 2020

POLA I ZNAKI

 Kogoś takiego jak Pola, kto od urodzenia mieszka na swojskiej, skrojonej na jego potrzeby planetce, z butwiejącą trawką, gradową chmurką, szarpiącym włosy wietrzykiem i mulistą rzeczką, łatwo zachwycają wieści z innych światów. Zwłaszcza te pilne, z ostatniej chwili, na każdym pasku, we wszystkich mediach, na czerwono. Jak na przykład o Chang'e 5. Ufoludki, krasnoludki, ścieżki niepojętych, chińskich znaków, skłaniających do zadęcia i patetycznych deklaracji. Sonda przysiada na powierzchni Księżyca i cyka niebieskie focie. Łysy na zdjęciach ma szeroki uśmiech, jakby zamierzał zdobyć świat. A światu chodzi o garstkę kamyków, nieodwracalnie martwych, jak wiele poprzednich.  Pola odwraca głowę i widzi noc. Ma przed sobą pachnący morską bryzą ogarek i cztery wypalone na amen zapałki. Węglowy pył na opuszkach palców. Rozpalającą wyobraźnię czerń. Mnóstwo znaków.


poniedziałek, 23 listopada 2020

O NICZYM

Ładna jesień, złota. Tego co przyjdzie jeszcze nie widać. W tym co widać, nie ma niczego złego: grzyb, pleśń, pająk, robak, kołtuny zielska, cierniste zasieki. Jak ilustracja do bajki, która nawet dzieciom nie wydaje się straszna. Kartka-śmieć, na której znudzony uczeń nabazgrał kilka kresek i porzucił, a światło i ciemność zalewają ją jeszcze na przemian, do zamroczenia. Nadal tu zachodzą jakieś proste procesy. Zimny wiatr dmucha przez okienko w murze i świszcze. Wdech i wydech. Serce pęka, jak pod naporem innych światów. Za murem coś się kuli - cień tym głębszy im jaśniejsze światło. Nie, to Nic, nie trzeba się bać. Zły już tutaj był, zrobił swoje i poszedł sobie. Zły Gen, który kolejnym małym chłopcom podcinał nogi, sadzał na wózki, kładł do łózek. Operował stanowczo i metodycznie: zanik mięśni, kalectwo, paraliż. Wiadomo co dalej. Nic. Jakakolwiek przyszłość to tylko bezkresne, płaskie pole. Nieskończona pustka. Niczego nie trzeba się bać.



piątek, 13 listopada 2020

PIĄTEK TRZYNASTEGO CZYLI DZIEŃ CZARNEGO KOTA

Pewien czarny jak smoła, nawet miły Psu Brat
Olał bzdety, kuwety, cały ten ludzki świat
Z futerka, bez pośpiechu,
Wytrząsnął kupkę pechów
I zadzierając ogon – dumnie ruszył pod wiatr.
 

 

wtorek, 10 listopada 2020

CIOTKA CICHA

Coś nas dzieliło, jakiś metal,
drewno, siatka, płot. A może był to jedynie
rząd koślawych lip, pod którymi w ciepłe, słoneczne dni
lata gromadziły się
tramwaje. Te czerwone, śmierdzące
owady – postrach dziewczyn. Chłopcy
wrzucali je dziewczynom za koszule.
Bywali okrutni,
ja jednak wolałabym myśleć, że wszyscy byliśmy tacy
niepoważni.
Ciotka Cicha kiedyś też
musiała krzyczeć, kiedy tamci
bandyci z UPA przyszli i nieodwracalnie zniszczyli jej
krtań.
Czasami szeptem prosiła mnie o kilka jaj.
Przynosiła bańkę i wspólnie kręciłyśmy
pyszne lody. Zawsze dostawałam
tylko jedną kulkę. Wtedy jeszcze to nas dzieliło,
jakiś metal.


wtorek, 27 października 2020

KOPCIUSZEK (limeryk na Halloween)

 Pewna Kopciuszek, wzór dziewcząt, prawie święta
Mając wszystko: strój, bucik, spuszczone oczęta
Chciała - jadąc po nocy
Skorzystać z karocy
Niestety – dynia była już zajęta.