piątek, 8 stycznia 2021

BIEL

 Gabrych leży w śniegu i robi anioła. O Boże! – jęczy, Boże! Bóg tylko wzdycha – dobrze zna te śpiewki. I doprawdy traci resztki cierpliwości dla rzeszy tych swoich korporacyjnych aniołów, o głosach aksamitnych, szatach złotych a skromnych, które z takim zapałem stygmatyzują, potępiają, dzielą i rządzą. Ku Jego chwale – rzecz jasna – i w imię interesów. Może by miał ochotę trzasnąć jakimś gromem, czy choćby pomrukiem w stylu: „idź do diabła”. Dziś jednak jest pochłonięty bieleniem świata. Wyjmuje z chmury kropelkę wody, rozgniata ją w palcach, „płatek” – mówi i Płatek szybuje pośród stada wróbli, „gwiazdka”- mówi i Gwiazdka ląduje na szczycie jodełki, „śnieżynka” – mówi i Śnieżynka spada na czoło Gabrycha. Bóg zauważa jego łysą głowę, łyse opony jego roweru, zszargane portki, smród piwska z ust. Ach, to ty, Gabrielu – mruczy. Wyjmuje z chmury kropelkę wody, rozgniata ją w palcach, „opłatek” – mówi i Opłatek szybuje pośród Płatków, Gwiazdek i Śnieżynek. A kiedy Gabrych otwiera usta, żeby podjąć swoje: „O Boże, Boże!” – Opłatek wpada do wnętrza i układa się na języku.


 

środa, 6 stycznia 2021

POTYCZKI NA LIMERYKI

Młoda żona hrabiego z Madery
Nie znosząca "ę", "ą" i maniery
Rzekła w łóżku: Chcesz - cierp!
Idź całować swój herb!
(Hrabia w herbie miał cztery litery).
 

 

 

wtorek, 5 stycznia 2021

WIERSZYK OKOLICZNOŚCIOWY NA ZAMÓWIENIE

 Rok przesypał się przez palce,
zdarł się w pralce, zgniótł w suszarce.
Lenił się, czasami dąsał
w oknach, w skrablach, w kocich wąsach,
w domach, w maskach, na uwięzi,
drżał w szpitalach, w mediach rzęził.
Żegnał lęk, nadzieję witał -
Rok Polskiego Emeryta.

 

 

niedziela, 3 stycznia 2021

FOTOPUŁAPKA

 Lis nie istnieje – nie widać go na żadnym z moich zdjęć. Mnie również tam nie ma. A przecież istnieje taka perspektywa, w której bez trudu oglądam siebie, jak brnę przez góry piasku usypane wokół lisich nor. Korzystam z wielu kamer, dowolnej ilości punktów widzenia, patrzę na siebie z każdej ze stron. Dostrzegam równocześnie szczupłą sylwetkę, przygarbione plecy, zmrużone oczy, skupioną, bladą twarz. Jednak nie dla siebie tu jestem, lecz dla lisa. I kiedy nareszcie pojawia się w kadrze, zachwycają mnie czarne tęczówki jego oczu, podziwiam rozświetloną złotem sierść. To wymaga czasu, zmiany kilku ustawień, żeby dostrzec pchłę, rój pcheł, krew na pyszczku, tłustą kurę w brzuchu, tasiemca w jelicie. A wtedy lis podchodzi, układa mi się w zagłębieniu ramion, zasypia.

 


 

czwartek, 24 grudnia 2020

WIELKA KONIUNKCJA

Naładowałam baterie. Tego wieczora wszystkie oczy, lornetki, lunety, wszelkie aparaty świata kierowały się w niebo. Miała się wypełnić jedna z przepowiedni. Spodziewano się spektakularnych, najgorszych wydarzeń: nadejścia kogoś lub czegoś, wielkiego bum, roju komet, wypaczenia osi ziemi.

Sunące ku sobie, rozświetlone ciała olbrzymów nie mogły sprawić zawodu. Jednak w moim niebie siąpił deszcz, chmury złośliwie tężały, nie obiecując niczego. Powoli traciłam wiarę, a wtedy zobaczyłam zbliżające się ze wschodu dwa drżące ogarki. Sunęły niepewnie, pośród zgrzytów i trzasków,

po czym się zatrzymały na moim podjeździe. To zbliżenie nie zwiastowało niczego dobrego: rozpoznałam starego Zenka Kometę i jego równie starego grata. Kometa zszedł na ziemię, zataczał kolejne koła, ciągnąc za głową warkocz pary z ust. Złorzeczył i przeklinał ten zepsuty świat. To co najgorsze – właśnie się zdarzyło. Powiedział: Pękła oś.