niedziela, 10 stycznia 2021
piątek, 8 stycznia 2021
BIEL
Gabrych
leży w śniegu i robi anioła. O Boże! – jęczy, Boże! Bóg tylko wzdycha
– dobrze zna te śpiewki. I doprawdy traci resztki cierpliwości dla rzeszy tych swoich korporacyjnych aniołów, o głosach aksamitnych, szatach
złotych a skromnych, które z takim zapałem stygmatyzują, potępiają,
dzielą i rządzą. Ku Jego chwale – rzecz jasna – i w imię interesów. Może
by miał ochotę trzasnąć jakimś gromem, czy choćby pomrukiem w stylu:
„idź do diabła”. Dziś jednak jest pochłonięty bieleniem świata. Wyjmuje z
chmury kropelkę wody, rozgniata ją w palcach, „płatek” – mówi i Płatek
szybuje pośród stada wróbli, „gwiazdka”- mówi i Gwiazdka ląduje na
szczycie jodełki, „śnieżynka” – mówi i Śnieżynka spada na czoło
Gabrycha. Bóg zauważa jego łysą głowę, łyse opony jego roweru, zszargane
portki, smród piwska z ust. Ach, to ty, Gabrielu – mruczy. Wyjmuje z
chmury kropelkę wody, rozgniata ją w palcach, „opłatek” – mówi i Opłatek
szybuje pośród Płatków, Gwiazdek i Śnieżynek. A kiedy Gabrych otwiera
usta, żeby podjąć swoje: „O Boże, Boże!” – Opłatek wpada do wnętrza i
układa się na języku.
środa, 6 stycznia 2021
wtorek, 5 stycznia 2021
WIERSZYK OKOLICZNOŚCIOWY NA ZAMÓWIENIE
Rok przesypał się przez palce,
zdarł się w pralce, zgniótł w suszarce.
Lenił się, czasami dąsał
w oknach, w skrablach, w kocich wąsach,
w domach, w maskach, na uwięzi,
drżał w szpitalach, w mediach rzęził.
Żegnał lęk, nadzieję witał -
Rok Polskiego Emeryta.
poniedziałek, 4 stycznia 2021
niedziela, 3 stycznia 2021
FOTOPUŁAPKA
Lis nie istnieje – nie widać go na żadnym z moich zdjęć. Mnie również tam nie ma. A przecież istnieje taka perspektywa, w której bez trudu oglądam siebie, jak brnę przez góry piasku usypane wokół lisich nor. Korzystam z wielu kamer, dowolnej ilości punktów widzenia, patrzę na siebie z każdej ze stron. Dostrzegam równocześnie szczupłą sylwetkę, przygarbione plecy, zmrużone oczy, skupioną, bladą twarz. Jednak nie dla siebie tu jestem, lecz dla lisa. I kiedy nareszcie pojawia się w kadrze, zachwycają mnie czarne tęczówki jego oczu, podziwiam rozświetloną złotem sierść. To wymaga czasu, zmiany kilku ustawień, żeby dostrzec pchłę, rój pcheł, krew na pyszczku, tłustą kurę w brzuchu, tasiemca w jelicie. A wtedy lis podchodzi, układa mi się w zagłębieniu ramion, zasypia.

