czwartek, 11 stycznia 2024

SKARPETA ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA


Pamiętam maturę i uroczystą przysięgę: Nigdy więcej! Od dzisiaj żadnych dat, żadnych królów, bitew i wojen! Jeżeli historia, to "Egipcjanin Sinuhe", "Rzeźnia Numer Pięć" itp. I bym nie sięgnęła po prezentowaną dzisiaj lekturę, bo to historyczna książka-cegła, napisana ponadto przez zdeklarowanego chrześcijanina, gdyby mi jej nie przyniósł Święty Mikołaj. Ale przyniósł i sięgnęłam.
 
Tekst książki dowodzi wielu ciekawych tez, na przykład takiej, że katolicyzm nie mógłby się utrzymać, gdyby nie upadek kultury antycznej i zanik umiejętności czytania Biblii, jak również poddaje w wątpliwość, czy by w ogóle przetrwał, gdyby władcy nie zaprosili do swoich państw kościelnej Inkwizycji.
 
Katolicyzm jest religią wymarzoną do tworzenia "sojuszy tronu z ołtarzem", gdyż jej ideą jest krzewienie posłuszeństwa jako cnoty najwyższej; bronią zaś - umiejętność budowania lęku przed karą za brak posłuszeństwa. Posłuszeństwo i straszenie wiecznym potępieniem. Znamy to, znamy, nie tylko z religii, kto czytał Biblię, ten wie. Tyle że w tym miejscu związki katolicyzmu ze Świętą Księgą znacząco się rozluźniają.
 
Dla takiego laika jak ja, Inkwizycja - to palone na stosach, ku uciesze gawiedzi, dziewczyny z ludu, oskarżone o czary. Tymczasem Święty Urząd nie interesował się plebsem. Niższe warstwy społeczne miały obowiązek uczestniczyć czynnie w obrzędach i sakramentach, ale w dni powszednie, między pańszczyzną a dziesięciną, mogły sobie wierzyć, w co chciały. Starzy bogowie, duchy nieczyste, strzygi i inne pogańskie zjawy mogły miotać nimi bezkarnie po kątach ich kurnych chat. 
 
Ale gdy komuś z możnych tamtego świata zdarzyło się zapomnieć i zjeść w piątek boczek z cebulą? Auć! Niewierny miał już "z górki": więzienie, konfiskata mienia, autodafe (publiczne wyznanie win) wypędzenie, niekiedy stos. Dominikanie, czyli Psy Pana, czyli Inkwizytorzy, mieli doskonały węch i wyćwiczoną umiejętność tropienia bezbożników. I dużo miejsca, za murami klasztorów, na gromadzenie odebranych heretykom dóbr. 
 
Po co Inkwizytorom tyle majątku, tyle ziemi, złota, sreber i łyżek z brylantami? A po co współczesnym biskupom takie wystawne, kapiące złotem pałace?
W odpowiedzi przepiszę kilka danych z książki: "Kosztorys autodafe, które odbyło się 29 marca 1655 roku w Kordobie: Na krzesła, poduszki i baldachimy dla "panów inkwizytorów" wydano 273 326 maravedii, za pozłocenie ich lasek zapłacono 100 606. Drzewo potrzebne do spalenia heretyków kupiono za 1 020 maravedii." Pomyślałam sobie, że tkacze baldachimów i złotnicy od lasek poczynili tego dnia poważny krok na drodze do herezji. Wszak niejeden możny biskup, czy nieostrożny Inkwizytor, już przetarli ten szlak.
 
Autor dowodzi, że Inkwizycja upadła, gdy skończyli się bogacze, których można było nawracać. Ponadto wracała umiejętność czytania. A wraz z Guttenbergiem i jego drukiem, przyszło największe zagrożenie dla Kościoła Katolickiego: na czarnym rynku pojawiła się Biblia.
 
Książka jest gruba, wątków ma wiele. Autor opiera się na stu pięciu źródłach. Dołączam zdjęcie okładki i strony, z której pochodzi cytat. Lektura zajęła mi tydzień. Życzę Państwu powodzenia.

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz