wtorek, 20 grudnia 2022

FB *6 PLANETA

Coś jest nie tak z jakością masła. Próbuję od rana ukręcić krem do piernika. Zmarnowałam dwie kostki, od dwóch różnych lokalnych producentów i kicha, wszystko płynie.

Wlazłam za kotem pod stolik, żeby mu zrobić zdjęcie i wysłać jego zazdrosnej matce (to nie mój kot!), a przy okazji cyknęła mi się moja kuchnia. Fajowska, no nie? Tylko dziada z babą brak. A właściwie to są oboje. Nie wszystko zmieściło się w kadrze, za plecami mam jeszcze stanowisko komputerowe. A rozświetlony czytnik zdradza, że nie jestem aż tak poskromioną gospodynią domową, jak by sobie tego życzyli niektórzy członkowie mojej rodziny.

W książce "Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry" autorka przedstawia swoją definicję rasizmu. Nie sprowadza jej do osobistych uprzedzeń. Pokazuje, że w rasizmie chodzi też o władzę - o możliwość negatywnego wpływania na szanse życiowe innych. 

Przypomniały mi się zajęcia na jakichś studiach podyplomowych, to mogła być ekologia, czy może coś nauczycielskiego, nie pamiętam dokładnie. Przedstawiono nam ilościowo ogrom gazów, wydostających się z lodówek Europejczyków i ich wpływ na dziurę ozonową na Antarktydą. Problem postawiono taki: Co byśmy zaproponowali miliardom Chińczyków, którzy nie mają lodówek, żeby mogli bezpiecznie przechowywać swoją żywność. Pomysły były różne: a to ziemianki, a to magazyny lodu z rzek. Co byś im zaproponował, czytelniku mojego bloga? Bo ja siedziałam skulona i milczałam, jak ta ciemna cipa. Wpadłam na tylko jedno rozwiązanie: lodówki. Pomyślałam, że ci obcy nam ludzie są tacy jak my, mają takie samo prawo do planety.




niedziela, 18 grudnia 2022

ULOTKA

 "cudzy mężczyźni śnią o obcych kobietach / cudze kobiety śnią o mężczyznach" - Dzie Wuszka.

Kobieta z mojego snu snu nie wie o tym, że istnieje
tylko hipotetycznie. Z niebytu wyciąga kartkę, którą
zawsze nosi przy sobie, a tylko od czasu do czasu
przekłada z kieszeni do kieszeni. Papier
jest szary, jak worek po cemencie, okropnie
wyświechtany i zabazgrany dziecięcymi kulfonami.
Rachunek - głosi tytuł. Niżej lista
grzechów. Spisywanych przez lata,
gęsto, drobnym maczkiem, grzech obok grzechu,
a wszystkie ciężkie: nie uwierzyłam,
nie zaufałam, pożądałam, chciałam
kraść, cudzołożyć, chciałabym zabić. Mogłabym
przeczytać wszystko, do samego końca,
gdyby tylko zechciała niżej się pochylić, trochę mocniej
ugiąć plecy. Kobieta ze snu nie może
wiedzieć, że to, co zatrzymuje oddech, co
wprawia serce w popłoch, to tylko zły
sen. Gdyby mogła wybierać, wybrałaby jawę,
ale to jawa wybiera ją. O piątej Belinda puka w drzwi.
Przechadza się po sypialni, omija zimny jeszcze grzejnik,
wskakuje nam do łóżka i drze pazurami tę śliczną, zieloną
pościel, drukowaną w mech. Muszę wstać.
W kieszeni szlafroka znajduję wyświechtaną kartkę papieru.
To ulotka z naszego wiejskiego supermarketu
- spłowiała obietnica tanich świąt.


 

 

sobota, 17 grudnia 2022

FB *5 KONIEC ŚWIATA

 No weź matka ogarnij się, spóźniłaś się z tym memem o cały dzień - odpisuje Pietrek, kiedy mu podsyłam zdjęcie miny przeciwpiechotnej podpisanej: i-Robot, prezent dla komendy policji. Takie to czasy nastały: dzień bez memów i wypadasz z pociągu.

Wczoraj się wykoleiłam na własne życzenie: poszłam pieszo, przez śnieg, po rosołowe koguty do Tończy (tutaj się uśmiecham do koleżanki Marioli). Sprawdziłam na mapie google - to 6,7 km przez śnieg w jedną stronę. Od czasu do czasu serwuję sobie takie dłuższe wędrówki. Są trochę jak mantra. Poza tym - boję się odzwyczaić od chodzenia.

W Tończy świat się kończy - jak bumerang wraca do mnie z przeszłości to lokalne powiedzenie. Wymawiano je z kpiarskim przymrużeniem oka i odrobiną dumy. My, żyjący przy brukowanej drodze powiatowej, którą jeździł pekaes za pekaesem, byliśmy lepsi, bardziej zaawansowani cywilizacyjnie, bardziej uprzywilejowani w porównaniu z mieszkańcami kolonii. W epoce niedostatku, kiedy dostęp do wytworów cywilizacji był równie pożądany jak pieniądze, potrzebni byli tacy, którzy mają mniej.

Mijając leśną posesję Małgorzaty Foremniak myślę o tym, jak szybkiej ewolucji uległa ta postawa. Posiadacze apartamentów na szczycie mrowiska zaczęli pragnąć zabitych dechami dziur. Nieruchomość, zagospodarowana przed laty z pieczołowitością i zapałem, obecnie porasta mchem. Przyznaję rację Annie Ernaux, która pisze: "Nigdy nie chcieliby tam jednak zamieszkać. [...] Chcieli, żeby zawsze istniały gdzieś kraje, w których nie dokonuje się postęp i które pozwalałyby się im przenosić w przeszłość". 

A propos przeszłości: Przez pierwsze kartki "Lat" Ernaux przekopywałam się bez entuzjazmu. Kiedy na scenę weszli znani mi aktorzy, zrobiło się tak, jakbym i ja znalazła się tuż-tuż, za kulisami. Obecność ma znaczenie. Cudza przeszłość? - A kogo to właściwie obchodzi.

Ze spiżarki plotkarki: Na zdjęciu posesja Małgorzaty Foremniak.

piątek, 16 grudnia 2022

FB *4 STAJENKA

Moje starsze dziecko, czyli mała Iwonka, zrobiło sobie u mamusi przystanek w podróży. Raz na jakiś czas radośnie porzuca rodzinę i przemierza nitkę naszych pięknych autostrad (ze wskazaniem na kulczykówkę) z Gorzowa do Zamościa, gdzie permanentnie dokształca się z USG. Pewnie chce wiedzieć, co widzi, gdy zagląda pacjentowi do brzucha. Nie musi czytać z tęczówek, czy to, co go boli, to kamień w woreczku, czy katar jelit. Trochę się jara, bo szefostwo jej kupiło jakiś wypasiony aparat za jakąś wypasioną kasę. 

Jednak branża medyczna to nieco wyższa warstwa ekonomiczna niż edukacja. Jak chciałam mieć w klasie wysoki stołek, na którym bym mogła przysiadać pod tablicą - musiałam sobie kupić i przyciągnąć z domu. Cierpły mi łydki, kiedy stałam godzinami przed klasą i pierdzieliłam te swoje farmazony. A im bardziej meandrowałam w stronę własnych przemyśleń, tym intensywniej narybek wgapiał się we mnie i sprawiał wrażenie, że uważa. Czasami nawet wdawał się w dyskusję. O!, A propos wigilii. (Co za osiołek tak ustawił program, żeby ewolucjonizm wypadał przed świętami!). Dziewczyna oświadczyła podniesionym tonem, że uważa, iż ktoś, kto nie chodzi do kościoła, a nawet nie pozwala powiesić w swojej klasie krzyża (hehehe, w całej szkole była tylko jedna tak jałowa sala), nie powinien urządzać kolacji wigilijnej, ubierać choinki, śpiewać kolęd. Lubiłam takie zadziory. Rozwinęła się nawet fajna dyskusja o tradycji. Darwin trochę postukiwał w wieko trumny, wołając: hop, hop, ja tu żyję!, ale kto by go tam słuchał, gdy zza ściany dochodził dźwięk gitary księdza i entuzjastyczne: pójdźmy wszyscy do stajenki".

Kuźwa, wróć, chwilowo piszę bloga! Po wyjeździe Iwonki spojrzałam na termometr i się wystraszyłam, że zmarzną mi selery. Wygrzebałam z piasku 11 najdorodniejszych olbrzymów i przerobiłam na sałatki. Nie są tak białe i eleganckie jak sklepowe (ocet jabłkowy jest kolorowy!), ale naprawdę pyszne. W tle włączyłam sobie pierwszego lepszego audiobooka, chciałam czegoś rozrywkowego, ale dobrze napisanego i trafiłam na Millennium. No i w porządku, tam występuje taka jedna malownicza zadziora. A - o ile nie pomyliłam książek - wkrótce znajdzie się druga.



środa, 14 grudnia 2022

FB *3, ZUPA UREYA

 Mam za sobą 36 odcinków Sodomy. Na pierwszym kanale słuchałam - gotowanie i sprzątanie toczyło się w tle. Upierdzieliłam całą kuchnię tym swoim barszczem czerwonym i pierogami. Wyszły pyszne, większość zamroziłam, będzie na poczęstunek dla świątecznych gości. W pewnym momencie rozładował mi się karcher i pomyślałam sobie: starczy tego człapania, starczy tego audiobooka. Zmieniają się nazwiska, miejsca i okoliczności, a zawsze i wszędzie chodzi o to samo. Co mnie może obchodzić ten ich  seks, władza i pieniądze. Do wszystkich tych trzech ponad-czasoprzestrzennych skarbów miałam i mam w życiu dostęp mocno ograniczony. I to ja sama jestem animatorką tych ograniczeń. Hehe, widzisz, co napisałam w pierwszym zrywie? JA!. Jakbym znajdowała się poza tym garem, w którym się gotuję, niczym tracący jędrność ogonek selera. Spory ten gar i gorący, może jeszcze kiedyś się w nim rozejrzę.

No to sofa i pachnące farbą "Lata" Annie Ernaux. Noblowskich "Bliskich" zostawiłam sobie na po-świętach. Lubię wypominki z młodości, jestem ciekawa, jak to robią uznani profesjonaliści. Doszłam do 129.strony. Czytam i myślę sobie: kurcze, co jest grane, o jakim świecie ta laska pisze? Co to za warzywa? Dlaczego nic o nich nie wiem? Sprawdzam w wiki: No tak, pisarkę wrzucono do gara kilkanaście lat przede mną, a ten jej gulasz, to istna zupa ureya! I widzę jak na dłoni, że kotłów jest wiele, a połączenia między nimi wąskie i często zapchane burakami. Moja zupa wydaje mi się chłodniejsza, bardziej rozwodniona, procesy tu zachodzące siłą rzeczy przebiegają wolniej, ale i w moim garze musi się na koniec pojawić jakieś życie.

A propos życia. Autorka zaznaje skutków wielu rewolucji, niektórych doświadcza pośrednio, inne dotykają ją do żywego. Bolesna wydaje mi się rewolucja seksualna, w której dozwolona jest swoboda zachowań seksualnych, zaś antykoncepcja i aborcja pozostają nielegalne. Te prywatne kuchnie, gdzie spędzało się płody, te odwrócone pompki od rowerów... brrrr. Przepiszę na koniec cytat ze str. 105.: "Kobiety zastanawiały się nad swoim życiem i zaczynały dostrzegać, że nie biorą prawdziwego udziału w wyzwoleniu seksualnym, w wolności twórczej, we wszystkim, co istnieje dla mężczyzn."

Taki miałam wczoraj widok z okna kuchni:



wtorek, 13 grudnia 2022

FB *2. WIEPRZ

Oglądam w Internecie nasiona karczocha. Nigdy nie jadłam karczochów i nie wiem, czy jest sens uprawiać to cudo. Mogłabym podskoczyć te marne 16 km do Lidla, albo - jeszcze lepiej - do przyjaciółki z prośbą, żeby otworzyła słoik i dała mi spróbować jednego. Albowiem, jak napisała Ka Klakla w swojej wspaniałej Łotrzycy: "Po co kłopotać się całym wieprzem, jeśli ma się ochotę tylko na kiełbasę." (Cytowane z pamięci, może z jakimś śladem własnym, sorry).

Przytoczony cytat nie jest reprezentatywny dla całej książki. To tylko jeden z rzadkich punktów opowieści, w którym otwiera się furtka w murze i mogę podejść bliżej, niejako dotknąć bohaterki, która nieustannie się wymyka, trzyma dystans. Odnoszę jednak wrażenie, że wbrew deklaracjom, Ketri Łotrzyca nie rozstaje się z ciężarem - dźwiganym na barkach dorodnym wieprzem. Daje radę, nie wymięka. Balast jej nie krzywi, nie wypacza. Wręcz przeciwnie - to tylko wzmacnia kręgosłup. Jakkolwiek bywa zmęczona. I to zmęczenie nie jest mi obce.

Ja o tej porze jestem jeszcze świeża jak skowronek. Zaraz zmienię kanał, przełączę się na swój program pierwszy (nie mylić z TVP!!!!), w którym zakładam kalosze i brnę przez śnieg w kierunku ustronnej części ogrodu, gdzie rośnie mrozoodporny jarmuż. Zrobię kilka pierogów z jarmużem i serem na ostro. Naszło mnie na pierogi z barszczem czerwonym. Włączę głośnik i kręcąc się po kuchni, niejako równolegle pokręcę się po "Sodomie". Wieprza nadgryzę na obiad. 



FANABERKA BLOGUJE *1. OBJAWIENIA

Jakoś tak się składa, że ludziom kręcą się po głowach wspomnienia z dawnych blogowisk, które padły, lub schną po przeniesieniu w jakieś nowe i obce siedliska w sieci. W najnowszym wpisie zatytułowanym:"Chyba zdychamy", Andy mnie namaszcza tytułem słynnej poetessy Fanaberki. A dziękuję bardzo słynnemu interpretatorowi socyologii naszej codziennej, obecnie posiadaczowi wyschniętego kałamarza. Dowiedziałam się, że Dudi ma kanał na youtube, gdzie zamieszcza filmiki z tras. Obejrzałam kółko 21. i przyznaję, że to nawet ciekawie się zapowiada, zwłaszcza wizualnie. Europa z perspektywy kierowcy ciężarówki. Krajobrazy są piękne, raczej nie doświadczę ich na żywo. Jestem tak przyklejona do miejsca zsyłki, że nie chce mi się nawet o tym gadać. Nie wykluczone, że w wolnej chwili obejrzę któryś z wcześniejszych filmów, albo nawet wszystkie.
Nasmaruję kilka zdań i wrócę do lektury, a właściwie do audiobooka. Jestem w połowie 14. odcinka Sodomy. Sporo dobrego słyszałam o tej książce, ciekawiła mnie, ale przypuszczałam, że mnie odrzuci, a wiadomo jak to jest: jak zacznę czytać, to będę się męczyć do ostatniej strony. Z audiobookiem jest inaczej - włączam, a na drugim kanale skrobię swoje przysłowiowe marchewki. Życie dostojników Kościoła od lat opisuje na swoim facebookowym blogu Andrzej Gerlach, więc się nie spodziewam, że dostąpię wtajemniczenia w żywoty świętych. Nawet nie próbuję zapamiętać wszystkich tych nazwisk i piastowanych w KK stanowisk. Dotarłam do fragmentu, prezentującego postaci watykańskich, młodych i egzotycznych męskich prostytutek. Autor pokazuje temat w interesującej perspektywie. Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Póki co stwierdzam, że Sodoma to męska książka. Napisana przez mężczyznę o mężczyznach.
Z życia codziennego: uprałam i powiesiłam dzisiaj wszystkie firanki, umyłam okna od środka, upiekłam chleb, posiedziałam na fejsie.
Trochę mnie zniesmaczył Rafał Betlejewski. Jakkolwiek zła jestem na siebie, że to mnie zniesmacza.Właściwie to się z nim zgadzam, że wiele objawień religijnych przesyconych jest erotyzmem. No chociażby te miłosne wzloty i upadki zakochanej w Jezusie świętej Faustyny. Sorry, ale dla mnie ta jej tęsknota za fizyczną obecnością Jezusa, to zaangażowanie ciała, choćby i przez biczowanie - to żenada. Dzisiaj Betlej nabija się z objawień świętej Teresy, przeżywającej ekstazę w spotkaniu z Jezusem i Serafinem. Ta dzida, która porusza się w jej wnętrznościach, a ona jęczy od tej słodkości... Betlejewski czyta tekst objawienia głosem aktora porno. Osobiście bym się na to nie poważyła. Przez wzgląd na uczucia religijne jakichś hipotetycznych, przeżywających swoją wiarę  ludzi. Widzę tutaj w sobie pewne rozdwojenie: z jednej strony bolesne dotknięcie moich granic, a z drugiej rodzaj wstydliwej satysfakcji. Wstydliwej - bo nie chcę w swoim życiu agresji. Śledzę na fejsie poczynania Betlejewskiego, zobaczę jak to dalej się potoczy.
Tymczasem koty wróciły z wieczornego spaceru. Teraz pójdą spać, a koło drugiej - trzeciej w nocy zaczną smęcić.