wtorek, 13 grudnia 2022

FANABERKA BLOGUJE *1. OBJAWIENIA

Jakoś tak się składa, że ludziom kręcą się po głowach wspomnienia z dawnych blogowisk, które padły, lub schną po przeniesieniu w jakieś nowe i obce siedliska w sieci. W najnowszym wpisie zatytułowanym:"Chyba zdychamy", Andy mnie namaszcza tytułem słynnej poetessy Fanaberki. A dziękuję bardzo słynnemu interpretatorowi socyologii naszej codziennej, obecnie posiadaczowi wyschniętego kałamarza. Dowiedziałam się, że Dudi ma kanał na youtube, gdzie zamieszcza filmiki z tras. Obejrzałam kółko 21. i przyznaję, że to nawet ciekawie się zapowiada, zwłaszcza wizualnie. Europa z perspektywy kierowcy ciężarówki. Krajobrazy są piękne, raczej nie doświadczę ich na żywo. Jestem tak przyklejona do miejsca zsyłki, że nie chce mi się nawet o tym gadać. Nie wykluczone, że w wolnej chwili obejrzę któryś z wcześniejszych filmów, albo nawet wszystkie.
Nasmaruję kilka zdań i wrócę do lektury, a właściwie do audiobooka. Jestem w połowie 14. odcinka Sodomy. Sporo dobrego słyszałam o tej książce, ciekawiła mnie, ale przypuszczałam, że mnie odrzuci, a wiadomo jak to jest: jak zacznę czytać, to będę się męczyć do ostatniej strony. Z audiobookiem jest inaczej - włączam, a na drugim kanale skrobię swoje przysłowiowe marchewki. Życie dostojników Kościoła od lat opisuje na swoim facebookowym blogu Andrzej Gerlach, więc się nie spodziewam, że dostąpię wtajemniczenia w żywoty świętych. Nawet nie próbuję zapamiętać wszystkich tych nazwisk i piastowanych w KK stanowisk. Dotarłam do fragmentu, prezentującego postaci watykańskich, młodych i egzotycznych męskich prostytutek. Autor pokazuje temat w interesującej perspektywie. Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Póki co stwierdzam, że Sodoma to męska książka. Napisana przez mężczyznę o mężczyznach.
Z życia codziennego: uprałam i powiesiłam dzisiaj wszystkie firanki, umyłam okna od środka, upiekłam chleb, posiedziałam na fejsie.
Trochę mnie zniesmaczył Rafał Betlejewski. Jakkolwiek zła jestem na siebie, że to mnie zniesmacza.Właściwie to się z nim zgadzam, że wiele objawień religijnych przesyconych jest erotyzmem. No chociażby te miłosne wzloty i upadki zakochanej w Jezusie świętej Faustyny. Sorry, ale dla mnie ta jej tęsknota za fizyczną obecnością Jezusa, to zaangażowanie ciała, choćby i przez biczowanie - to żenada. Dzisiaj Betlej nabija się z objawień świętej Teresy, przeżywającej ekstazę w spotkaniu z Jezusem i Serafinem. Ta dzida, która porusza się w jej wnętrznościach, a ona jęczy od tej słodkości... Betlejewski czyta tekst objawienia głosem aktora porno. Osobiście bym się na to nie poważyła. Przez wzgląd na uczucia religijne jakichś hipotetycznych, przeżywających swoją wiarę  ludzi. Widzę tutaj w sobie pewne rozdwojenie: z jednej strony bolesne dotknięcie moich granic, a z drugiej rodzaj wstydliwej satysfakcji. Wstydliwej - bo nie chcę w swoim życiu agresji. Śledzę na fejsie poczynania Betlejewskiego, zobaczę jak to dalej się potoczy.
Tymczasem koty wróciły z wieczornego spaceru. Teraz pójdą spać, a koło drugiej - trzeciej w nocy zaczną smęcić.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz