Jakoś tak się składa, że ludziom kręcą się po głowach wspomnienia z
dawnych blogowisk, które padły, lub schną po przeniesieniu w jakieś nowe
i obce siedliska w sieci. W najnowszym wpisie zatytułowanym:"Chyba zdychamy", Andy
mnie namaszcza tytułem słynnej poetessy Fanaberki. A dziękuję bardzo
słynnemu interpretatorowi socyologii naszej codziennej, obecnie
posiadaczowi wyschniętego kałamarza. Dowiedziałam się, że Dudi ma kanał na youtube,
gdzie zamieszcza filmiki z tras. Obejrzałam kółko 21. i przyznaję, że
to nawet ciekawie się zapowiada, zwłaszcza wizualnie. Europa z
perspektywy kierowcy ciężarówki. Krajobrazy są piękne, raczej nie
doświadczę ich na żywo. Jestem tak przyklejona do miejsca zsyłki, że nie
chce mi się nawet o tym gadać. Nie wykluczone, że w wolnej chwili
obejrzę któryś z wcześniejszych filmów, albo nawet wszystkie.
Nasmaruję
kilka zdań i wrócę do lektury, a właściwie do audiobooka. Jestem w
połowie 14. odcinka Sodomy. Sporo dobrego słyszałam o tej książce,
ciekawiła mnie, ale przypuszczałam, że mnie odrzuci, a wiadomo jak to
jest: jak zacznę czytać, to będę się męczyć do ostatniej strony. Z
audiobookiem jest inaczej - włączam, a na drugim kanale skrobię swoje
przysłowiowe marchewki. Życie dostojników Kościoła od lat opisuje na
swoim facebookowym blogu Andrzej Gerlach,
więc się nie spodziewam, że dostąpię wtajemniczenia w żywoty świętych.
Nawet nie próbuję zapamiętać wszystkich tych nazwisk i piastowanych w KK
stanowisk. Dotarłam do fragmentu, prezentującego postaci watykańskich,
młodych i egzotycznych męskich prostytutek. Autor pokazuje temat w
interesującej perspektywie. Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Póki co
stwierdzam, że Sodoma to męska książka. Napisana przez mężczyznę o
mężczyznach.
Z życia codziennego: uprałam i powiesiłam dzisiaj
wszystkie firanki, umyłam okna od środka, upiekłam chleb, posiedziałam
na fejsie.
Trochę mnie zniesmaczył Rafał Betlejewski. Jakkolwiek zła
jestem na siebie, że to mnie zniesmacza.Właściwie to się z nim zgadzam,
że wiele objawień religijnych przesyconych jest erotyzmem. No chociażby
te miłosne wzloty i upadki zakochanej w Jezusie świętej Faustyny. Sorry,
ale dla mnie ta jej tęsknota za fizyczną obecnością Jezusa, to zaangażowanie ciała, choćby i przez biczowanie - to żenada. Dzisiaj Betlej nabija się z objawień świętej Teresy,
przeżywającej ekstazę w spotkaniu z Jezusem i Serafinem. Ta dzida,
która porusza się w jej wnętrznościach, a ona jęczy od tej słodkości...
Betlejewski czyta tekst objawienia głosem aktora porno. Osobiście bym
się na to nie poważyła. Przez wzgląd na uczucia religijne jakichś
hipotetycznych, przeżywających swoją wiarę ludzi. Widzę tutaj w sobie pewne rozdwojenie: z jednej
strony bolesne dotknięcie moich granic, a z drugiej rodzaj wstydliwej
satysfakcji. Wstydliwej - bo nie chcę w swoim życiu agresji. Śledzę na
fejsie poczynania Betlejewskiego, zobaczę jak to dalej się potoczy.
Tymczasem koty wróciły z wieczornego spaceru. Teraz pójdą spać, a koło drugiej - trzeciej w nocy zaczną smęcić.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz