Oglądam w Internecie nasiona karczocha. Nigdy nie jadłam karczochów i nie wiem, czy jest sens uprawiać to cudo. Mogłabym podskoczyć te marne 16 km do Lidla, albo - jeszcze lepiej - do przyjaciółki z prośbą, żeby otworzyła słoik i dała mi spróbować jednego. Albowiem, jak napisała Ka Klakla w swojej wspaniałej Łotrzycy: "Po co kłopotać się całym wieprzem, jeśli ma się ochotę tylko na kiełbasę." (Cytowane z pamięci, może z jakimś śladem własnym, sorry).
Przytoczony cytat nie jest reprezentatywny dla całej książki. To tylko jeden z rzadkich punktów opowieści, w którym otwiera się furtka w murze i mogę podejść bliżej, niejako dotknąć bohaterki, która nieustannie się wymyka, trzyma dystans. Odnoszę jednak wrażenie, że wbrew deklaracjom, Ketri Łotrzyca nie rozstaje się z ciężarem - dźwiganym na barkach dorodnym wieprzem. Daje radę, nie wymięka. Balast jej nie krzywi, nie wypacza. Wręcz przeciwnie - to tylko wzmacnia kręgosłup. Jakkolwiek bywa zmęczona. I to zmęczenie nie jest mi obce.
Ja o tej porze jestem jeszcze świeża jak skowronek. Zaraz zmienię kanał, przełączę się na swój program pierwszy (nie mylić z TVP!!!!), w którym zakładam kalosze i brnę przez śnieg w kierunku ustronnej części ogrodu, gdzie rośnie mrozoodporny jarmuż. Zrobię kilka pierogów z jarmużem i serem na ostro. Naszło mnie na pierogi z barszczem czerwonym. Włączę głośnik i kręcąc się po kuchni, niejako równolegle pokręcę się po "Sodomie". Wieprza nadgryzę na obiad.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz