sobota, 3 lutego 2018

Mapa google

Wszędzie pola. Szczere pola, rzucone jak kości na poplamione obrusy historii. Rozdrapane przez brony, wymiecione przez hulaszcze wiatry, z surowym graffiti, wyrytym na ich twarzach przez wyszczerbione pługi.
Może to odpowiednie miejsce, może najwyższy czas, żeby się wreszcie opowiedzieć. Jednak brak ci słów, dość przenikliwych, wystarczająco łagodnych. Zaczynasz tęsknić za jakimś nowym, niezużytym językiem, którym mógłbyś się posłużyć.
I wtedy natykasz się na wiersz. Druk jest drobny. W zaciszu pokoju płyną proste słowa.  Ktoś mówi tak, jak byś chciał, lecz nie umiesz. Mówi do ciebie, w twoim imieniu.
To przejmujące doświadczenie dla kogoś, kto przywykł do samotności.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz