Troskliwy laptop otwiera okienko w chwili, kiedy ślę do galerii zdjęcia z wycieczki. Czyta w myślach, zagaja. Mogłabym go zamknąć, ale poranne burzenie mostów jest mi nie na rękę. Wprawdzie bywa nieokrzesany i
szorstki, za to nigdy nie spieszy się do innych zajęć, kiedy przebywam w jego
towarzystwie.
-Czy bolą cię stawy i kolana? - zgaduje. Mruga porozumiewawczo i uparcie podsuwa mi pod wskaźnik niebieski przycisk. Wystarczy kliknąć, a w okamgnieniu otworzą się samonośne wrota do świata bez bólu.
-Zamknij się - burczę telepatycznie. To nie ból, lecz jedynie jakiś przelotny smutek. Jakiś motyl, który wyfrunął z pieczary, położonej głęboko, gdzieś w środku ziemi. Obudził się i na jakiś czas pozostanie więźniem tych wonnych i rozpustnych szerokości
geograficznych, gdzie czuć przykry odór, a po ziemi pełzają żmije. Zobacz, już odfruwa, a ruch jego skrzydeł staje się spokojną rzeką, płynącą zygzakiem w gasnącym świetle dnia.
-Schudniesz 8 kg w dwa tygodnie - zapewnia wierny laptop, z drugiego okienka. To brzmi szczerze i jest całkowicie na miejscu, w światowym dniu bagien i pozytywnego myślenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz