- Miej prawdziwą wiarę w Boga, a będziesz w stanie przetrwać burze życia,
Amen. – pisze do mnie na messengerze nieznana mi Anna Pawlak.
Ze zdjęcia profilowego uśmiecha się miła, młoda, łagodna twarz. Krakowianka
z Warszawy, studia ekonomiczne, 4515 znajomych na fejsie. Zainteresowania:
fitness, podróżowanie, zakupy, jedzenie, nauka, zdrowe gotowanie.
- Nie bardzo rozumiem, na czym polega „prawdziwa wiara w
Boga”? – przyznaję.
- Jutro o 11 rano
ksiądz modli się o twoje
trudności a także podzieli się z nami Słowem Bożym. Tu poznasz wolę Bożą.-
wyjaśnia pani Ania.
– Czyli zasada jest taka: jakiś nieznany mi ksiądz gdzieś tam się za mnie
modli, a ja tu poznaję wolę Bożą? – staram się dobrze zrozumieć.
- Jutro o 11 rano. – czytam czarno na białym.
- Tu, czyli gdzie? -
próbuję to jeszcze uściślić? – Gdzie poznam wolę Bożą? Na tym czacie?
- Czy chcesz przyjąć to błogosławieństwo od Boga? – pani Ania zmienia
strategię, niby pyta, niby pozostawia mi wolną wolę, ale kwestię związku
modlitwy jakiegoś księdza z błogosławieństwem Bożym pozostawia jako pewnik,
poza wszelką dyskusją.
- Czy to aby nie pycha? – próbuję dopytać – Czy nie jest
pychą przekonanie, o własnym uprzywilejowanym dostępie do Stwórcy?
- Jeśli chcesz, napisz „Tak” – mości się na swojej pozycji pani Ania
- Irytuje mnie, zauważalny w pani narracji, zabieg nakierowania moich myśli ku burzom
życia, ku trudnościom. Dlaczego nie ku radościom, sukcesom, dumom? – próbuję jeszcze
przebić się ze swoimi wątpliwościami, ale czuję się jak debilka, która dźga
wykałaczką zastygły beton.
- Czas polski 11:00 – ucina dyskusję pani Ania.
***
Wola Boża. Zaraz wrócę na ten czat i napiszę „TAK”