wtorek, 23 stycznia 2018

Dobroć

Pan Czesio dygotał - był w najwyższym stopniu spragniony. Od rana szukał w świecie bytu, który byłby zdolny to pragnienie zaspokoić, lecz porzucony kosz bez złotówki nie mógł tego uczynić. Pod supermarketem ustawiła się kolejka dobrych ludzi, ale kosze z monetami były nieżyczliwe, złośliwe, okazywały nienawiść i pogardę. Przechodziły pospiesznie z rąk czystych do rąk tłustych, drwiąc z jego uszkodzonych, bezpalcych.

Jednak dobry Bóg zaspokaja najgłębsze pragnienia. Jeżeli nawet nie było tu dla Niego miejsca, w godzinie szczytu, pod zatłoczoną wiatą - przysłał swoją chudą asystentkę: Miłość. I oto chłopak, siedzący na schodku, porzucił ledwie napoczętą butelkę piwa i pobiegł w stronę dziewczyny przechodzącej przez parking.

Czesio był tym, który doświadczył cudu. Ukląkł, wziął butelkę w bezpalce ramiona i nabożnie podniósł do ust. Zdążył wypić łyk lub dwa. Wtedy ktoś się potknął, popchnął i butelka upadła. Płyn wsiąkł w wycieraczkę i było po cudzie, ale pan Czesio nie wstawał z kolan i nie odwracał oczu od plamy. - Tyle dobroci - powtarzał. Tyle dobroci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz