Żadna historia nie biegnie po linii prostej. Każda jest jak fala -
deformuje ją przeznaczenie, ugina czas. Myśląc o miejscach, gdzie mógłbyś być, czujesz się szczęśliwszy niż kiedy tam akurat jesteś. Chciałbyś nie przespać żadnego wschodu i zachodu
słońca, w przypływie desperacji wygłodzonego ducha byłbyś gotów ogolić głowę, zawinąć się w szafranowe szaty i
grać na tamburynie na bazarze w Bugaju. Potem się budzisz koło południa, z głową w piasku i pieczołowicie zakrytym tyłkiem i myślisz
tylko o tym, czy masz przy sobie suche zapałki, scyzoryk i komórkę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz